Biblioteczka

Henryk Sienkiewicz

Bez dogmatu

razie, gdybym mógł sobie powiedzieć coś bardziej stanowczego niż: nie wiem. Oto, na koniec, chodzę do kościoła, bom jest sceptyk podniesiony do kwadratu, to się znaczy, że jestem sceptykiem nawet względem własnego sceptycyzmu. I jest mi z tym źle. Dusza moja wlecze jedno skrzydło po ziemi. Byłoby mi zaś jeszcze gorzej, gdybym te wszystkie kwestie brał zawsze tak do serca, jak brałem je pisząc te dwie ostatnie kartki. Na szczęście dla mnie tak nie jest. Wspominałem już, że przychodzą na mnie epoki zobojętnienia. Czasem życie porywa mnie w swoje objęcia, a choć w gruncie rzeczy wiem, co mam myśleć o jego

słodyczach, jednak oddaję mu się w zupełności - i wówczas to moralne: To be, or not to be? nie ma dla mnie znaczenia. Dziwna, a mało badana dotąd rzecz, jak niesłychane ma znaczenie w tym względzie sugestia społeczna. W Paryżu, na przykład, bywam spokojniejszy nie tylko dlatego, że mnie ten młyn ogłusza, że kipię razem z tym wrzątkiem, że mi serce i głowę zajmują moje "godziny sali", ale że tam ludzie, nie zdając sobie może sprawy, żyją tak, jakby każdy miał wszelką pewność, że w to życie warto jest włożyć wszystkie siły, bo poza nim jest tylko proces chemiczny. I puls mój poczyna bić razem z tym pulsem, i nastrajam się zgodnie do tego nastroju. Bawię się lub nudzę, biję lub jestem bity, ale mam względny spokój. Rzym, Babuino, 13 stycznia. Mam zaledwie cztery dni czasu do wyjazdu, chcę zaś jeszcze przed wyjazdem streścić to, com o sobie powiedział. Jestem człowiekiem nieco zmęczonym, bardzo wrażliwym i nerwowym. Mam wyrobioną do wysokiego stopnia świadomość siebie, popartą względnym wykształceniem, czyli w ogóle mogę uważać się za istotę umysłowo rozwiniętą. Sceptycyzm, ów sceptycyzm podniesiony do kwadratu, wyłącza we mnie wszelkie

niewzruszone przekonania. Patrzę, obserwuję, krytykuję - i czasem zdaje mi się, że chwytam istotę rzeczy, ale zresztą gotów jestem zawsze i o tym powątpiewać. O moim stosunku do religii mówiłem. Co do przekonań społecznych, jestem o tyle konserwatystą, o ile człowiek w moich warunkach być nim poniekąd musi i o ile konserwatyzm odpowiada moim upodobaniom. Nie potrzebuję mówić, jak daleko od tego do poglądu na zachowawczość jak na dogmat, którego krytykować nie wolno. Jestem człowiekiem nadto ucywilizowanym, abym stał bezwzględnie po stronie arystokracji lub demokracji. W takie rzeczy bawią się jeszcze po zaściankach lub w dalekich stronach, gdzie idee przychodzą, tak jak mody, o kilkanaście lat za późno. Od czasu jak nie istnieje przywilej, kwestia jest, podług mnie, zamknięta; tam zaś, gdzie ją zacofanie podtrzymuje, stała się kwestią nie zasad, ale próżności i nerwów. Co do mnie, lubię ludzi rozwiniętych, wyrobionych nerwowo i szukam ich tam, gdzie mi ich znaleźć łatwiej. Lubię ich tak, jak lubię dzieła sztuki, piękną naturę, piękne kobiety. Pod względem estetycznym posiadam nerwy nie tylko wyrobione, ale może nawet przerafinowane. Składała się na to i ich przyrodzona wrażliwość, i wychowanie, jakie odebrałem. Ta estetyczna wrażliwość daje mi tyle samo uciech ile przykrości, ale wyświadczała i wyświadcza mi ona jedną wielką przysługę, mianowicie: chroni od cynizmu, czyli od ostatecznego zepsucia, i zastępuje mi poniekąd zasady moralne. Nie popełniłbym wielu uczynków nie tyle może dlatego, że są złe, ile dlatego, że są szpetne. Z moich estetycznych nerwów płynie także

delikatność uczuć. W ogóle zdaje mi się, że jestem człowiekiem - być może - trochę popsutym, ale porządnym, lubo naprawdę mówiąc, poniekąd zawieszonym w powietrzu, bo nie wspierającym się na żadnych dogmatach, ani pod względem religijnym, ani społecznym. Nie mam także celu, dla którego bym życie mógł poświęcić. Na zakończenie tej syntezy słowo jeszcze o moich zdolnościach. Ojciec, ciotka, koledzy, a czasem i ludzie obcy uważają je za wprost nadzwyczajne. Ja przypuszczam, że mój umysł ma pewną błyskotliwość. Ale czy ľimproductivité slave nie rozwieje pokładanych we mnie nadziei? Na mocy tego, com dotychczas zrobił, a raczej na mocy tego, żem dotychczas nic nie zrobił nie tylko dla drugich, ale nawet dla siebie, godzi mi się przypuszczać, że tak. A rozeznanie to kosztuje mnie więcej, niż się zdaje. Ironia moja, gdy o sobie myślę, ma smak goryczy. Jest coś jałowego w tej glinie, z której Bóg stworzył Płoszowskich, skoro na niej tak łatwo i bujnie wszystko porasta, a nic nie wydaje ziarna. Gdybym istotnie przy tej jałowiźnie, przy tej niemocy czynu, posiadał nawet genialne zdolności, to byłbym jakimś szczególnym rodzajem geniusza bez teki, jak bywają ministrowie bez teki. To określenie: geniusz bez teki, wydaje mi się bliskie istoty rzeczy. Muszę wziąć na nie patent wynalazku. Ach! i znowu ta pociecha! Oto nie sam jeden, dalibóg, nie sam jeden będę nosił to miano. Imię moje jest legion! ľimproductivité slave niech sobie istnieje swoją drogą, a swoją drogą geniusz bez teki to nasz czysto nadwiślański płód. Raz jeszcze powtarzam, że imię moje jest legion. Nie znam zakątka ziemi, w którym by tylu marnowało świetne

zdolności, w którym by ci nawet, którzy coś dają, dawali tak mało - tak niesłychanie mało w stosunku do tego, co im Bóg dał. Rzym, Babuino, 14 stycznia. Drugi list od ciotki z naleganiem, bym przyśpieszył przyjazd. Jadę, kochana

ciociu, jadę - a Bóg widzi, że robię to tylko z przywiązania do ciebie, bo inaczej wolałbym tu zostać. Ojciec mój czuje się niezdrów; od czasu do czasu doznaje drętwienia w całej lewej połowie ciała. Na prośbę moją wezwał lekarza, ale jestem pewien, że lekarstwa, jakie mu przepisano, zamknął do szafy, jak to zresztą zwykł czynić od kilkunastu lat. Raz otworzył tę szafę i pokazując mi setki butelek i buteleczek, słojów, słoików, pudełek, powiedział: "Zlituj się, gdyby to najzdrowszy człowiek zjadł i wypił; to jeszcze by nie wytrzymał, a cóż dopiero człowiek chory!" Dotychczas pogląd taki nie wyrządził ojcu wielkiej krzywdy, ale jestem niespokojny o przyszłość. Drugim powodem niechęci do wyjazdu są dla mnie zamiary ciotki. Naturalnie, że chodzi jej o to, by mnie ożenić. Nie wiem, czy ciotka ma coś upatrzonego; dałby Bóg, żeby nie miała, ale z zamiarami nawet się nie ukrywa. "Że o taką partię, jaką ty jesteś (pisze mi), rozpocznie się zaraz wojna białych i czerwonych róż, to łatwo przewidzieć". Ależ ja jestem zmęczony, nie chcę być powodem żadnej

wojny, a zwłaszcza nie chcę, jak Henryk VII, kończyć wojny róż - małżeństwem. Z drugiej strony, oczywiście, ciotce nie mogę tego powiedzieć, ale sam przed sobą mogę zeznać: oto nie lubię Polek. Mam lat trzydzieści pięć; miałem, jak każdy

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec