Biblioteczka

Henryk Sienkiewicz

Bez dogmatu

Polki - i z tych przygód, z tych zetknięć, wyniosłem wrażenie, że to są najtrudniejsze i najbardziej męczące kobiety w świecie. Nie wiem, czy są cnotliwsze na ogół od Francuzek lub Włoszek, wiem to tylko, że są o wiele patetyczniejsze. Zimno mi się robi, gdy o tym pomyślę. Bo rozumiem elegię nad stłuczonym dzbankiem, gdy po raz pierwszy ujrzy się u stóp skorupy; ale deklamować tę elegię z równym patosem nad wielokrotnie drutowanym dzbankiem, to doprawdy zakrawa na operetkę. Miła rola "czułego słuchacza", któremu przyzwoitość nakazuje brać to na serio! Dziwne, fantastyczne kobiety, o płonących głowach, a rybim temperamencie! W uczuciach ich nie ma nie tylko wesołości, ale i prostoty. Kochają się one w formach uczucia, mniej dbając o treść wewnętrzną. Z tego powodu nie potrafisz nigdy Polki obrachować. Z Francuzką, z Włoszką, jeśliś logicznie ułożył premisy, możesz być mniej więcej pewien swojego ergo. Z Polką bynajmniej! Ktoś powiedział, że jeśli się mężczyzna

myli, to mówi, że dwa razy dwa jest pięć - i błąd może być sprostowany; kobieta zaś, myląc się, twierdzi, że dwa razy dwa jest lampa, i wtedy choć głową o mur bij. Otóż przede wszystkim w logice Polek może wypaść, że dwa razy dwa nie jest

cztery, ale lampa, miłość, nienawiść, kot, łzy, obowiązki, wróbel, pogarda - zgoła nic nie potrafisz przewidzieć, niczego obrachować, przeciw niczemu się ubezpieczyć. Być zresztą może, że z powodu tych wszystkich wilczych dołów cnota Polek lepiej jest ubezpieczoną niż innych kobiet, choćby dlatego, że oblegający nuży się śmiertelnie. Com jednak zauważył i czego nie mogę im darować, to tego, że te wilcze doły, palisady, paliki, ta zaciekłość obrony, wszystko to nie tyle obrachowane jest na ostateczne odpędzenie przeciwnika, ile na wyzyskanie wzruszeń walki.

Mówiłem raz o tym - naturalnie obwijając rzecz ile możności w bawełnę - z jedną bardzo sprytną kobietą, na wpół tylko Polką, bo ojciec jej jest Włochem. Ta, wysłuchawszy mnie, odrzekła:

- Pan masz w tej sprawie pogląd lisa na gołębnik. Nie podoba ci się to i psuje ci humor, że gołębie mieszkają zwykle wysoko i że mają skrzydła lotniejsze od kurzych. Wszystko, co mówisz, wypada raczej na korzyść Polek.

- A to jakim sposobem?

- Bo im Polka jest nieznośniejszą jako cudza żona, tym może być pożądańszą jako własna. Przyparto mnie, jak to mówią, do muru i na razie nie umiałem znaleźć odpowiedzi. Może być przy tym, że mam trochę pogląd lisa na gołębnik. Niewątpliwym jest także, że gdybym się miał żenić w ogólności, a w szczególności żenić z Polką, to bym tej Polki szukał nie tylko między gołębiami mieszkającymi wysoko, ale i między gołębiami białymi. Jestem jednakże jak owe ryby, które na pytanie, z jakim sosem chcą być przyprawione, odpowiadają, że przede wszystkim wcale nie życzą sobie być przyprawione. Tu wracam do zarzutów przeciw wam, miłe rodaczki. Kochacie w ogóle

więcej dramat w miłości niż samą miłość. W każdej z was siedzi królowa i - tym ogromnie różnicie się od innych kobiet; każda z was sądzi, że już tym samym wyrządza łaskę i dobrodziejstwo, jeśli się pozwala kochać, żadna nie zgodzi się na to, by być tylko dodatkiem, tylko dopełnieniem męskiego życia, które ma przecie inne cele. Wy chcecie, żebyśmy dla was istnieli, nie wy dla nas. Następnie kochacie lepiej dzieci niż męża. Dola jego jest dolą satelity. Widziałem to, obserwowałem nieraz takie jesteście powszechnie; gdzieniegdzie

tylko świecą wyjątki, jak diamenty wśród osypiska. Nie! - moje księżniczki - pozwólcie uwielbiać się z daleka. Odsunąć raz na zawsze na drugi plan wszystkie cele, wszystkie ideały, płonąć

codziennie jak kadzidło na ołtarzu żony - i do tego własnej żony, o panie moje - to dla człowieka trochę za mało! Moja samowiedza pyta mnie wprawdzie zaraz: Właściwie, co ty masz lepszego do roboty? jakie zamiary, jakie cele? Jeśli kto, to ty stworzony jesteś na ofiarę całopalną.

Ale nie - do licha! W małżeństwie trzeba tak zmienić życie, tyle wyrzec się ze swoich przyzwyczajeń, wygód, upodobań, nałogów, że chyba istotna i wielka miłość może to opłacić. Mnie się to nie trafi. Ożenienie się jest tak bajecznym aktem wiary w kobietę i woli, że się na nie nigdy nie zdobędę. Powtarzam jeszcze raz: "Nie chcę być z żadnym sosem przyprawiony". Warszawa. 21 stycznia. Przyjechałem dziś rano, ale żem się zatrzymywał w Wiedniu, więc droga nie dała mi się zbyt we znaki. Godzina jest późna, nerwy spać mi nie dają, zatem zasiadam do pisania. Rzeczywiście wchodzi mi ono w zwyczaj i znajduję w nim pewien powab. Co za radość w domu! co za poczciwa ta ciotka! Z radości pewnie także nie śpi, a przy obiedzie nie mogła nic jeść. Gdy jest u siebie w Płoszowie, kłóci się zawsze z panem Chwastowskim, swoim rządcą, bardzo tęgim szlachcicem, który słowa nie pozwala sobie powiedzieć i odcina się ząb w ząb. Dopiero gdy się tak skłócą, że rozstanie zdaje się być nieuniknione, ciotka milknie i je z apetytem, a nawet z pewną zawziętością. Dziś musiała poprzestać na wyłajaniu służby, co jej nie wystarczyło. Humor miała jednak przepyszny i ile było niezgłębionego przywiązania w spojrzeniach, które rzucała na mnie przez całe poobiedzie spod okularów, to się nie da opisać. W kółku jej znajomych nazywają mnie fetyszem, o co zresztą ciotka mocno się gniewa. Oczywista rzecz, że przewidywania i obawy moje się sprawdziły. Nie tylko istnieją zamiary, ale istnieje coś upatrzonego. Ciotka ma zwyczaj chodzić wielkimi krokami po obiedzie i głośno myśleć. Otóż mimo tajemnicy, jaką starała się otaczać, usłyszałem monolog następujący:

"Młody jest, przystojny, bogaty, jenialny - chybaby głupia była, gdyby się w nim zaraz nie zakochała". Jutro jedziemy na piknik, jaki młodzież wyprawia damom. Ma to być zabawa bardzo świetna. Warszawa, 25 stycznia. Nudzę się często na balach jako homo sapiens; nie cierpię ich jako kandydat do

małżeństwa, ale lubię je czasem jako artysta - naturalnie, artysta bez teki. Co to za piękna rzecz, na przykład, szerokie, rzęsiście oświecone i pełne kwiatów schody, po których kobiety przybrane balowo wchodzą na górę. Wszystkie wydają się wówczas bardzo wysokie, a gdy się patrzy na nie z dołu, jak ciągną za sobą powłóczyste suknie, przypominają aniołów w śnie Jakuba. Lubię ten ruch, światła, kwiaty, te lekkie tkaniny, pokrywające jakby jasną mgłą młode panny; a cóż

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec