Biblioteczka

Henryk Sienkiewicz

Bez dogmatu

pan, że już późno, wszyscy wychodzą, a że przy tym odgaduję mniej więcej, co pan mi możesz powiedzieć, zatem pozwól pan sobie życzyć dobrej nocy. Zdaje mi się, że zrobiłem sobie w nim śmiertelnego wroga, zwłaszcza tą ostatnią odpowiedzią. Była godzina pierwsza po północy, gdym przyjechał do Płoszowa, ale tu miałem najmilszą niespodziankę. Anielka czekała mnie z herbatą. Zastałem ją w sali jadalnej, ubraną zupełnie, tylko włosy jej były zaczesane jak na noc. Z tej radości, jaką uczułem na jej widok, wnoszę, jak głęboko zakradła mi się do serca. Co to za kochane stworzenie i jaka była śliczna z tymi włosami, splecionymi nisko na szyi! I powiedzieć, że słowo z mojej strony, a za miesiąc lub dwa będę miał prawo porozpinać te warkocze i rozpuścić je na ramiona! Nie mogę myśleć o tym spokojnie. Aż się nie chce wierzyć, żeby szczęście było takie łatwe. Począłem na nią zrzędzić, że jeszcze nic śpi, ale ona odpowiedziała mi:

- Nic mi się spać nic chciało, więc uprosiłam mamy i cioci, że mi pozwoliły czekać na ciebie. Mama sprzeciwiała się trochę, że to nie wypada, ale

wytłumaczyłam, że myśmy przecie krewni - i wiesz, kto stanął po mojej stronie? - Ciotka.

- Poczciwa ciotka! Napijesz się ze mną herbaty?

- Dobrze. I zaczęła krzątać się przy nalewaniu filiżanek. Widziałem jej szybkie i zgrabne ręce, które miałem ochotę całować. Od czasu do czasu podnosiła na mnie oczy, ale spotykając się z moim wzrokiem, spuszczała zaraz powieki. Poczęła mnie wreszcie wypytywać: jak spędziłem wieczór i jakie wyniosłem z niego wrażenia. Oboje mówiliśmy przyciszonym głosem, chociaż sypialne pokoje starszych pań były daleko, i nie mogliśmy ich pobudzić. Była między nami jakaś serdeczność i poufałość, istotnie jak między krewnymi, którzy się lubią bardzo. Opowiadałem jej, com widział i com zauważył, tak jak się opowiada przyjacielowi. Potem mówiłem o wrażeniu w ogóle, jakie towarzystwo tutejsze robi na człowieku, który przyjeżdża z dalekich stron. Słuchała mnie cicha, otwierając szeroko oczy, szczęśliwa, że ją tak wtajemniczam w moje myśli. Potem powiedziała:

- Czemu ty, Leonie, tego nie napiszesz? Że mnie podobne rzeczy nie przychodzą do głowy, to nic dziwnego, ale tu one nikomu nie przychodzą.

- Czemu nie napiszę? - odrzekłem. - Z wielu, wielu powodów, o których później

kiedyś ci powiem - ale między innymi: oto może i dlatego, że nie mam przy sobie nikogo, kto by mnie częściej, tak jak ty, pytał: "Czemu ty nic nie robisz, Leonie?" Umilkliśmy oboje. Rzęsy Anielki może nigdy jeszcze tak nisko nie opuściły się na

policzki - i niemal słyszałem, niemal widziałem, jak jej serce biło pod suknią. Bo rzeczywiście mogła się spodziewać, że teraz skończę, że powiem: Czy chcesz zostać zawsze ze mną i pytać podobnie'? Ale ja zbyt rozkoszowałem się tymi

pochyłościami, tym zawieszeniem wszystkiego jakoby na nici - tym sercem, które

jakby na dłoni mojej biło - więc nie chciałem kończyć.

- Dobranoc - rzekłem po chwili. I to rzeczywiście anielskie stworzenie ani mi okazało, że je w tej chwili spotyka jakiś zawód. Wstała i z trochą smutku w głosie, ale bez cienia niecierpliwości, odpowiedziała:

- Dobranoc! I uścisnąwszy sobie ręce, poszliśmy każde w swoją stronę. Lecz biorąc już za klamkę zatrzymałem się nagle:

- Anielciu! Zeszliśmy się znowu przy stole.

- Powiedz mi, ale tak szczerze, czy ty czasem nie zarzucasz mi w duszy, że jestem fantasta, że jestem dziwaczny człowiek?

- Nie!... dziwaczny? - nie! Czasem myślę, że jesteś dziwny człowiek, ale zaraz sobie powiadam, że tacy jak ty ludzie muszą być dziwni.

- Jeszcze jedno pytanie: Kiedy po raz pierwszy przyszło ci do głowy, że ja jestem dziwny człowiek? Anielka zarumieniła się nagle. Śliczna była, gdy ten płomień tak jej zabierał policzki, czoło, szyję; po chwili odrzekła:

- Nie... to tak trudno... Tego nie potrafię powiedzieć...

- To przynajmniej, jeśli ja odgadnę, powiedz mi: "tak", a ja ci powiem tylko jedno słowo.

- Jakie? - spytała z widocznym niepokojem.

- Karnet. Tak czy nie?

- Tak - odrzekła Anielka spuszczając główkę.

- Więc ci powiem, dlaczegom tam napisał to, com napisał: oto dlatego, żeby coś było między nami, żebyśmy mieli od razu jakąś wspólną naszą tajemnicę, a po wtóre... Tu pokazałem jej bukiet, który ogrodnik przyniósł z rana z cieplarni.

- A po wtóre, widzisz, rozmaite kwiaty lepiej rozwijają się w jasności, więc chciałem jeszcze, żeby między nami było jasno.

- Ja cię czasem mogę nie zrozumieć - odpowiedziała po chwili milczenia Anielka - ale tak wierzę w ciebie!... tak wierzę!... I znów umilkliśmy oboje. Na koniec podałem jej rękę na pożegnanie. Przy drzwiach zatrzymaliśmy się jeszcze, odwróciliśmy się w tej samej chwili i spojrzeli na siebie. Ach! jak to źródło wzbiera i wzbiera. Lada chwila rozleje się przez brzegi? 23 lutego. Człowiek jest jak morze: ma swoje przypływy i odpływy. Dziś jest dla mnie dzień odpływu woli, energii, chęci do jakiegokolwiek czynu, ochoty do życia. Przyszło

to bez jakiegokolwiek powodu - ot tak sobie! - rzecz nerwów! Ale właśnie dlatego pełen jestem gorzkich rozmyślań. Czy taki człowiek, fizycznie zmęczony, duchowo stary, ma prawo się żenić? Mimo woli przychodzą mi na myśl słowa Hamleta: "Po co

masz płodzić grzeszników - idź do klasztoru!" Ja wprawdzie do klasztoru nie pójdę; potomstwo moje, moi przyszli "grzesznicy" będą podobni do mnie, to jest

nerwowi, przeczuleni, do niczego niezdolni, słowem - geniusze bez teki - ale pal ich licho! W tej chwili nie o nich mi idzie, tylko o Anielkę. Czy ja mam prawo się z nią żenić? czy mi wolno wiązać to życie młode, świeże, pełne wiary w świat i Pana Boga, z moimi zwątpieniami, z moją duchową niemocą, z moim beznadziejnym sceptycyzmem, z moją krytyką, z moimi nerwami? Co z tego będzie? Ja przecież nie zakwitnę drugą młodością duchową przy niej, nie odnajdę się; mózg mój nie zmieni

się, nerwy nie okrzepną - więc co? więc ona ma zeschnąć przy mnie? Zali nie

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec