Biblioteczka

Henryk Sienkiewicz

Bez dogmatu

będzie to coś potwornego? Mogęż odgrywać rolę tego polipa, który wysysa ofiarę dla odżywienia się jej krwią? Mam po prostu chmurę na mózgu. Bo z drugiej strony, jeśli tak jest, to dlaczego dałem się popchnąć aż do tej granicy, na której obecnie stoję. Cóżem robił od chwili poznania Anielki? Oto kładłem ręce na struny tej duszy i dawałem sobie po prostu koncerta. A przecież to, co dla mnie jest sonatą Quasi una fantasia, to dla niej może być sonatą Quasi un dolore. Tak jest! wygrywam na niej od rana do

wieczora - i co więcej! - mimo tych wyrzutów, które sobie w tej chwili czynię, wiem, że się od tego wstrzymać nie potrafię, że będę tak samo grał jutro i pojutrze, jak grałem wczoraj i onegdaj, bo mnie to ciągnie nieprzeparcie, bo nic mnie więcej nie ciągnie w świecie, bo ja tej dziewczyny pragnę jako kobiety, bo

ją kocham. Na co się oszukiwać? - kocham!

A zatem, co robić: cofnąć się, uciec do Rzymu? - to znaczy uczynić jej zawód i unieszczęśliwić ją. Kto wie, jak głęboko zaszło w uczucie to serce. Ożenić się z

nią - to znaczy poświęcić ją dla siebie i unieszczęśliwić w inny sposób. Oto koło błędne! Tylko ludzie z gatunku Płoszowskich mogą wpaść w podobne. I diablo mała mi teraz pociecha, że takich Płoszowskich więcej jest u nas, że imię moje jest legion. Jak dalece jednak ten gatunek skazany jest na zatracenie, jak nam się, poza całą naszą nieudolnością życiową, jeszcze nie wiedzie wszystko w życiu! Toż ja taką Anielkę mogłem spotkać dziesięć lat temu, gdy jeszcze moje żagle nie były tak podobne do dziurawych worków jak dziś! Żeby ta poczciwa, zacna ciotka Płoszowska wiedziała, jaką ona niechcący i w najlepszej myśli wyrządziła mi krzywdę, to by się zmartwiła. Mało miałem tej

tragedii płynącej z poczucia mojej nicości, z tego mroku, w którym brodzę - mam

teraz nowe: być albo nie być - gdzie tam! - gorzej niż to! 26 lutego. Wczoraj jeździłem znów do Warszawy, gdziem miał się spotkać z p. Juliuszem Kw., na którego majątku jest umieszczona część kapitałów, jakie mi przypadają po matce. Pan Juliusz Kw. zaciągnął pożyczkę Towarzystwa Kredytowego i chce tę sumę spłacić. Ale niech diabli porwą sposób, w jaki ludzie załatwiają sprawy w tym kraju! Kw.

sam mnie wezwał, sam wyznaczył termin - i - czekałem go na próżno cały dzień. Wezwie jeszcze pięć razy i jeszcze pięć razy się nie stawi. Kw. jest człowiek

zamożny, sam się chce pozbyć tej sumy - i jest w stanie spłacić ją na każde

zawołanie. Ale - to są u nas terminy. Z moich własnych spostrzeżeń dawno doszedłem do wniosku, że jesteśmy jednym z najbardziej w stosunkach pieniężnych lekkomyślnych i nie szanujących terminu społeczeństw. Ja, który lubię dociekać wszelkich przyczyn, zastanawiałem się

nieraz nad tym objawem - i oto, co sądzę. Podług mnie, pochodzi on stanowczo z wyłącznie rolniczego zajęcia narodu. Handlem zajmowali się u nas Żydzi, i ci nie

mogli nas nauczyć ścisłości - rolnik zaś często musi być nierzetelnym, bo ziemia jest niesłychanie nierzetelna; musi być bezterminowym, bo ziemia jest

bezterminowa. Ten jej charakter udziela się i tym, którzy w niej grzebią - wchodzi następnie w skład moralnej istoty całego społeczeństwa i powoli staje się wadą dziedziczną. Wprawdzie zrozumienie tej rzeczy nie poprawia mi humoru, bom się musiał na cały dzień oderwać od Anielki, i co więcej, grozi mi jeszcze

to samo za parę dni - ale na to nie ma rady. W mieszkaniu ciotki zastałem bilety Kromickiego, jeden dla mnie, dwa dla starszych pań. Obawiałem się, żeby mu nie przyszło do głowy powtórzyć odwiedzin w Płoszowie, więc nie mając nic lepszego do roboty, poszedłem rzucić mu kartę. Na nieszczęście był w domu i musiałem przesiedzieć u niego z pół godziny. Zaczął od tego, że się obiecał do Płoszowa, na co odpowiedziałem, że jesteśmy tam tylko dla odpoczynku i że lada dzień zjedziemy do Warszawy. Dopytywał się o

matkę Anielki, i ze wszelką ostrożnością - o Anielkę. Widocznie chciał mi dać do zrozumienia, że pyta zupełnie bezinteresownie, tylko jako znajomy. Jestem tak wrażliwy, że mnie i to ukłuło, ale bo też co za wstrętna dla mnie bestia! Widocznie Tatarzy Batuchana, po zwycięstwie pod Lignicą, musieli i na dzisiejszym austriackim Śląsku dużo dokazywać, bo że te oczki Kromickiego, podobne do ziarnek kawy, są nieśląskiego pochodzenia, to nie ma wątpliwości. Był dla mnie niezmiernie uprzejmy, ponieważ jestem człowiekiem zamożnym. Wprawdzie on niczego ode mnie nie potrzebuje, ja mu nic nie dam i nic mu nigdy z mojej zamożności nie przyjdzie, ale on przejął się już tą czcią dla bogactwa, jaką odznaczają się finansiści. Mówiliśmy z początku o kłopotach, jakie miała, a raczej jakie ma dotąd matka Anielki. Według Kromickiego, dałoby się dużo uratować, gdyby pani P. zgodziła się sprzedać majątek. Kromicki patrzy na ten

upór, jak na czysty romantyzm - bo, żeby tego można uniknąć, to by jeszcze rozumiał, ale jeśli rzeczy pójdą, jak idą, to się musi na tym skończyć, chyba że jaka "forsa" przyjdzie: "jeżeli forsa przyjdzie, to co innego". Jest to człowiek gadatliwy, więc rozgadał się ogromnie o naszym niedołęstwie. Zdaniem jego, pieniądze leżą u nas na bruku, dość się schylić. On jest najlepszym przykładem. Jego ojciec był jak wszyscy wielcy panowie: miał tyle długów, że pozostało maksimum sto tysięcy guldenów a dziś co?

- Dziś, jeśli mi się jeden interes w Turkiestanie uda, no, to mogę się zaraz potem zlikwidować. Żydzi i Grecy porobili miliony na dostawach; pytam się: dlaczego my byśmy nie mieli robić? Nie podaję się za wzór, ale pytam się! Tam

dla wszystkich dość miejsca - i dlatego się pytam! Podług mnie, jest to człowiek mający pewien spryt do interesów, ale, ogólnie

biorąc, głupi. Że jesteśmy niezaradni - stara historia; że pojedynczy jakiś człowiek może zrobić miliony na dostawach, wierzę, ale całe społeczeństwo musi pracować w domu, nie zaś szukać milionów z dostaw do Turkiestanu. Bóg strzegł Anielkę, że nie związała życia z tym człowiekiem. Może on mieć swoje przymioty, jest to jednak zgoła inny moralny typ. A jeśli ona istotnie może gorzej trafić jak na mnie, to czy powinienem się wahać? 28 lutego. Starsze panie zaczynają się nieco niepokoić, że sprawa nie idzie tak prędko, jakby chciały; szczególniej zżyma się zapewne w duszy ciotka, która z natury jest niecierpliwa. Łagodzi jednak wszystko i dodaje starym paniom otuchy spokój i szczęście malujące się na twarzy Anielki. Ta wierzy mi, jak tylko wierzyć można, i spogląda na mnie oczyma, w których czytam ufność bez granic. Napełniła moją myśl tak, że jej od niej od rana do wieczora oderwać nie mogę. Pragnę jej

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec