Biblioteczka

Henryk Sienkiewicz

Bez dogmatu - cz.2

- Jam już wygrał, bo mam takiego gościa, jak to stworzenie, które oto siedzi przede mną.

- Ty sobie żartujesz, a ja doprawdy boję się.

- Ciotka, widzisz - odrzekłem poważniej - nawet w razie przegranej, będzie miała jedną wielką pociechę. Moje zbiory za jakie kilka tygodni będą już w Warszawie, a to było jej marzenie od lat kilkunastu. Jeszcze ojca namawiała na przeniesienie ich do kraju bardzo usilnie. Już wszystkie gazety rozpisują się o

tym - i co za pochwały czytałem o sobie - to trudno wypowiedzieć. A jej droga twarz rozjaśniła się w jednej chwili.

- Pokaż, przeczytaj! - rzekła. Miałem ochotę całować ją po rękach za ten przebłysk radości. Był to dla mnie nowy dowód. Przecie, gdybym jej był zupełnie obojętny, nie cieszyłyby ją tak pochwały dla mnie.

- Nie - odrzekłem - przeczytam, jak ciotka wróci, a raczej poproszę ją, żeby sama przeczytała, ja zaś schowam się przez ten czas za ciebie, bo będę miał niemądrą minę, a przede wszystkim nie chcę, żebyś ty moją niemądrą minę widziała.

- Dlaczego masz mieć niemądrą minę?

- Dlatego, że wszystko to nie moja zasługa, tylko twoja. Te pochwały tobie się należą. Co bym dał za to, żebym mógł powiedzieć panom dziennikarzom: Jeśli to uważacie za tak wielką rzecz, to jedźcie gremialnie do Płoszowa i tam klęknijcie u pewnych nóżek...

- Leonie! Leonie! - przerwała Anielka.

- Cicho, małe nic-dobrego, bo i ja to zrobię, i nie wstanę pierwej, póki nie przyznasz, że to twój wpływ. Anielka sama nie wiedziała, co ma odpowiedzieć. Słowa moje były wprawdzie mową człowieka zakochanego bez pamięci, ale ten ton swobodny, żartobliwy i wesoły wytwarzał pewnego rodzaju nastrój, wobec którego tragiczne przyjmowanie tego, com mówił, było wprost niemożliwe. Ja zaś rad byłem z tego nowego sposobu, bo widziałem, że za pomocą niego można dużo wypowiedzieć i dużo wyznań wcisnąć. Nie chcąc go jednak ani nadużywać, ani przeciągnąć, począłem w tej chwili mówić poważniej o zmianach, jakie zamierzam wprowadzić w domu.

- Całe piętro przeznaczam na pomieszczenie zbiorów - rzekłem - z wyjątkiem tego jednego pokoju, w którym ty zaprzeszłej zimy mieszkałaś. Ten zostanie, jak był. Pozwoliłem go sobie tylko trochę dziś przyozdobić na twoje przyjęcie. Tak mówiąc poprowadziłem ją ku drzwiom. Anielka, stanąwszy w progu, nie mogła powstrzymać okrzyku:

- Ach! co za kwiaty! Ja zaś powiedziałem z cicha:

- Tyś sama kwiat, najpiękniejszy w świecie... Po czym dodałem poważnie:

- Ty mi przecie, Anielko, wierzysz, gdy ci mówię, że tu chcę kiedyś umrzeć. Och! ile było szczerości w tym, com powiedział. Twarz Anielki zaszła jakby mgłą; radość jej zgasła. Widziałem, że ją słowa moje wzruszyły bardzo, jak wzrusza każdy prawdziwy krzyk serca. Przez jedno mgnienie oka jej głowa, ramiona i piersi zadrgały, jakby jakaś siła, stanąwszy za nią, popchnęła ją nagle ku mnie. Ale ona oparła się jeszcze tym razem. Chwilę stała przede mną z oczyma nakrytymi przez powieki, wreszcie rzekła z jakąś smutną powagą:

- Pozwól mi być z tobą swobodną. Nie zasmucaj mnie.

- Dobrze, Anielko - rzekłem - układ zawarty, oto moja ręka! I wyciągnąłem ku niej dłoń. Anielka oddała mi uścisk tak silnie, jakby nim chciała wypowiedzieć wszystko, czego zabroniła powiedzieć ustom. Nagrodził on mi też tysiąckrotnie wszelkie słowa i upoił mnie tak, iż ledwiem się na nogach nie zachwiał. Po raz pierwszy od czasu mego powrotu uczułem wyraźnie, że oto obejmuję w posiadanie tę istotę, wraz z jej duszą i ciałem. Było to wrażenie szczęścia tak niezmiernego, iż łączył się z nim jakiś strach. Otwierał się przede mną nowy, nieznany świat. Jestem od tej chwili przekonany, że opór jej to tylko kwestia niedługiego czasu i mojej odwagi. Ciotka wróciła ze stajen w różowym usposobieniu; żaden zamach na szacowne zdrowie Naughtyboya nie miał miejsca. Trener Web na wszystkie pytania ciotki znajdował tylko jedną odpowiedź: All right. Dżak Goose pełen był animuszu. Poszliśmy do okien, by widzieć, jak przyszłego zwycięzcę będą wyprowadzali ze stajni, zbliżała się bowiem chwila, w której miał wyruszyć na Pole Mokotowskie i tam dreptać w kółko, czekając na swoją kolej. Jakoż po kilku minutach ujrzeliśmy, jak dwaj stajenni wyprowadzali go na dziedziniec, ale oczy nasze nie bardzo mogły się nasycić pięknością jego kształtów, był bowiem jakby zaszyty w pokrowiec. Tylko przez otwory, powycinane w kapie, widać było jego wielkie, łagodne oczy, spod dolnego obrębu zaś wysuwały się jego sprężyste nogi, które istotnie zdawały się być ze stali wykute. Za nim postępował Web, w końcu zaś nasz domorosły, mały Anglik, Dżak Goose, przybrany w nowy surdut, pokrywający kurtkę, i w dżokejskie buty. Na drogę krzyknąłem mu przez otwarte okno:

- A nie daj się tam, Kuba! On zaś zdjął czapkę i ukazując nią na Naughtyboya odpowiedział wesoło, najczystszym, nielondyńskim, ale burzańskim akcentem:

- Bedom, prosę jaśnie hrabiego, widzieli, ale ino jego zad! Zasiedliśmy do śniadania, które odbywało się pośpiesznie; ciotka jednak znalazła dość czasu, by przy czarnej kawie przeczytać, co mówią dzienniki o sprowadzeniu zbiorów ojca do Warszawy. Dziwna rzecz, jak kobiety są wrażliwe na wszelką

publiczną pochwałę dla bliskich im mężczyzn. Ciotka aż zakwitła z radości - i była wprost nieoszacowana, gdy przerywając co chwila czytanie spoglądała poprzez

okulary na mnie z uwielbieniem, na Anielkę z bacznością - i od czasu do czasu mówiła dogmatycznym tonem:

- Nic nie przesadzili! Zawsze był taki! Ja dziękowałem tylko Bogu, że nie było przy tym jakiego mężczyzny sceptyka; w takim razie naprawdę miałbym niemądrą minę. Nadeszła godzina ubierania się dla pań. Na odchodnym ciotka, ułożywszy jak można najobojętniejszą twarz, rzekła:

- Musimy się śpieszyć, bo obiecałam małej Zawiłowskiej, że ją wezmę na wyścigi; miała jechać z ojcem, ale on parę dni temu miał atak pedogry. To rzekłszy wyszła; my z Anielką spojrzeliśmy po sobie; kąciki jej ust podniosły się w chytrym uśmiechu, a ja rzekłem:

- Anielu, nowe swaty! Ona zaś przyłożyła palec do ust, niby ostrzegając mnie, że za głośno mówię, i znikła w swoim pokoju, ale po chwili śliczna jej główka znów wychyliła się przez drzwi.

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec