Biblioteczka

Henryk Sienkiewicz

Droga - cz.2

VIII Godzina była późna;lampy w salonie pani Bujnickiej paliły się mdłym światłem w zgęszczonym od wyziewów ludzkich powietrzu.Goście rozeszli się już wszyscy;

ucichł gwar;samotność jakaś -i pustka wyglądały teraz z każdego kąta sali.Na twarzach pani Bujnickiej i Fani przebijała bladość i znużenie,a przy tym znać było na nich i pewien niepokój.Obie panie zdawały sobie sprawę z ubiegłego wieczora i obie czuły jednocześnie,że w atmosferze domowej zawisło coś nowego,co jak burza zapowiadało się milczeniem.Obie też nie dzieliły się wrażeniami i zamiast słów słychać było tylko szelest ich jedwabnych sukien.Czasem spoj- rzenia matki i córki zbiegały się i rozbiegały jeszcze prędzej.Na koniec Fania pierwsza przerwała milczenie.

- Dobranoc,mateczko!- rzekła. Pani Bujnicka uścisnęła córkę z niezwykłą tkliwością i gorąco ucałowała jej białe czoło, potem odeszła parę kroków,potem zatrzymała się znowu przy

drzwiach,zdawało się,że chce coś mówić -zawahała się,odeszła.Fania udała się do swego pokoju.Zapewne miała o czym myśleć.Oparłszy głowę na ręku nie odpowiadała ani słowem przywykłej gwarzyć panience służebnej,która układając pod czepeczek nocny złotawe jej warkocze starała się zawiązać z nią pogawędkę.I niewesołe były myśli Fani. Ostatnia rozmowa Iwaszkiewicza ze Złotopolskim przejęła Fanny śmiertelnym niepokojem;przypomniała sobie dumne spojrzenia i niemal groźne słowa obydwóch.

Przerażał a zarazem i oburzał ją upór Złotopolskiego.Jak to?więc dla niego - w

jego planach - jej wola,jej osobisty wybór nic nie znaczył?Widocznie traktował ją jak rzecz,nie jak wolną niewiastę,bo kiedy chłodnymi słowy starała mu się okazać niechęć,odpowiedział jej jednym wyrazem: malgrétout. Dumny panicz liczył na nazwisko,na majątek i sądził,że nie masz kobiety,której by z wolą lub bez woli nie można kupić za taką cenę.Postępowanie jego było po prostu zuchwalstwem,ale widocznie dumny panicz nie obawiał się jego następstw;nie obawiał się ani Fanny,ani jej narzeczonego.Tkwiła w tym może odwaga,ale tkwił i wysoki egoizm. Zuchwalec! śmiał jej powiedzieć malgrétout!,a wszakże ten sam Iwaszkiewicz,który bez drgnienia powieki umiał patrzeć w oczy osławionego z pojedynków człowieka,tak dziecięco prawie był nieśmiałym względem niej.Ale szlachetna ta nieśmiałość szła z niezmarnowanej duszy,a dowodziła świeżości uczuć i prawdziwego szacunku,i prawdziwego uczucia.Między Iwaszkiewiczem i Złotopolskim Fanny nie mogła wahać się w wyborze.Zresztą,już

była wybrała -i nie o to chodziło w tej chwili.Niepokój jej i trwoga powstawały stąd,że nie wiedziała,do czego między takimi dwoma ludźmi dojdzie i na czym się skończy. A tymczasem panienka służebna skończyła ją rozbierać i odeszła.Fania zdmuchnęła świecę.W pokoiku dziewiczym zapanował mrok,tylko promień księżyca wkradał się białym pasemkiem za kotarę łóżka,tylko srebrna lampka,zawieszona przed posążkiem

Madonny,świeciła w cieniu niby robaczek świętojański.Nastała cichość -siostra

nocy,kochanka nocy -jak mówią poeci. Nagle w przyległym pokoju dały się słyszeć czyjeś kroki,drzwi się otworzyły i pani Bujnicka w białym negliżu ogarniając dłonią płomyk świecy weszła do sypialni córki. Fani serce zabiło niespokojnie,podniosła się na łóżku.

- Mama nie śpi jeszcze?- spytała.

- Nie,moje dziecko. Pani Bujnicka siadła przy łóżku córki.

- Moje kochane,moje drogie dziecko!- przemówiła drżącym głosem. W oczach Fani zakręciły się łzy;pochyliła się ku wyciągniętym dłoniom matki i ucałowawszy je serdecznie ukryła w nich twarz.

- Nie martw się,Faniu!ty płakałaś?Jeszcze nie stało się nic złego.

-O!stało się i wiele złego,mamo,i to ja sama temu winna.Postępowałam jak zepsute dziecko,a długo nie było w postępowaniu moim ani prawdy,ani szczerości.

- Nie uczyniłaś nic godnego nagany.

- Drżę na myśl,co teraz będzie.

- Wszystko się dobrze skończy.Nie obawiaj się.

- Mamo!mamo!

-Ludzie rozchodzą się nawet od ołtarza. Fanny oderwała nagle twarz od dłoni matki.

- O czym mama mówi?

-Ludzie rozchodzą się nawet od ołtarza.Przyjęłaś go,ale zaręczyn jeszcze nie było. Wszystko można zerwać.Któż mógł się spodziewać,że Złotopolski tak dobrze stanie?

- Matko!- przerwała Fanny płonąc jak róża.

- Czego chcesz,dziecko?

-Stoimy na biegunach i nie rozumiemy się zupełnie.Lepiej od razu postawić rzecz jasno: czy mam zostać żoną Iwaszkiewicza,czy nie? Pani Bujnicka nie była przygotowaną na tak nagły zwrot ze strony Fani.Ona rachowała na swoją dyplomację,a tu trzeba było wprost powiedzieć:tak lub nie.A przy tym pani Bujnicka nie cierpiała,gdy kto mówił wprost.Omówienia miały dla niej tyleż prawie wagi,ile treść sama;nawet gdy myślała nad czym,gdy była tylko ze sobą,wszystkie jej myśli przybierały zawsze wyszukaną dyplomatyczną formę. Dlatego też pytanie Fani przejęło ją zdziwieniem,ale i oburzyło zarazem.

-Zmiłuj się,Fanieczku,jak można tak nazywać rzeczy po imieniu?Już jeśli dobrze ułożona panienka chce spytać o taką rzecz,to daje do zrozumienia,ale tak..wstydź się,Faniu.

- Ja jednak wprost pytam,jaka jest mamy wola?Potem ja powiem,jak mi się zdaje.

- Nie poznaję ciebie.

-To być bardzo może.Ja sama nie poznaję siebie od niejakiego czasu,ale mi z tym lepiej. Iwaszkiewicz otworzył mi oczy na wiele rzeczy,dlatego okazuję mu to,co czuję prawdziwie.

- Moje dziecko,nie drażnij mnie..

- Ja nie chcę mamy drażnić,ale..

- Panienka dobrze ułożona..

- Powinna miłować prawdę,a potem być dobrą żoną i matką.

- I matką?Mais c'est affreux! Kto cię takich rzeczy nauczył?

-Iwaszkiewicz!To takie proste rzeczy,a jednak nie wiedziałam o nich.A mam lat dwadzieścia dwa. Teraz pani Bujnicka rozgniewała się na dobre.

-A czy ten mądry Iwaszkiewicz nie nauczył ciebie,że panienka dobrze wychowana, wprzód nim zostanie dobrą żoną i mat..(nie chcę tego wymówić..),powinna być dobrą córką? Fania spuściła głowę.Teraz pani Bujnicka miała swoją rację.

-Przecież tu nie o mnie chodzi -ciągnęła pani Bujnicka.-Ja będę miała jutro migrenę, ale niech się dzieje wola boża!- gotowam cierpieć!Mnie chodzi o twoje szczęście!Ja będę miała migrenę i nie może być inaczej.Po tym,co tu słyszałam, nie pozostaje mi nic,jak tylko..przyłożyć wizykatorię za uszami.Ale Faniu!

Faniu! zastanów się. Iwaszkiewicz - to burżuazja!Będziesz należała do burżuazji. Nie przeżyłabym,gdyby cię zaliczano do burżuazji.Nie masz nic bardziej mauvais genre jak burżuazja.Och,burżuazja!burżuazja!

- Moja matko,jakże ja mogę wiarę łamać?

- Nie było zaręczyn;;deklaracja nie obowiązuje.

-Och!obowiązuje deklaracja i..Nie mogę!nie mogę.mateczko!Ja..mamo!..ja nie tyl- ko deklaracją związana jestem z Iwaszkiewiczem. Pani Bujnicka zerwała się gwałtownie.

- Co ty mówisz,dziewczyno?- zawołała z przestrachem. Fania podniosła się na łóżku.Oczy jej zaszły łzami,a jednocześnie purpurowy rumieniec malował zwolna jej twarz.Tak zarumieniona,ze złożonymi rękami,ze łzami w oczach, okryta potokiem rozplecionych warkoczy sypiących się po giezłeczku nocnym,z bijącym jak u przelęknionego ptaka sercem,podobną była do posągu skruchy lub pokory.

- Mamo!- ozwała się błagalnie.

- Mów,nieszczęśliwa!

- Mamo,to było w karecie..

- Co było w karecie?

-Wracaliśmy od państwa L..,z tego wieczoru,na którym hrabia Władysław..na którym suczka..narobiła wrzasku.

- Co dalej?co dalej?

-Mama z panią Szemiot siedziała w tyle,a ja z nim na przodzie i..wtedy ja..tak!wtedy..ja..sama nie wiem,jak się to stało..

- Zabijasz mnie,gnębisz,dręczysz,pastwisz się nade mną.

- I ja..oparłam głowę na jego ramieniu - kończyła jednym tchem Fania.

- I co więcej?- spytała gorączkowo matka.

- I nic więcej.

- Nic?

- Nic więcej,ale i to,co było,było bardzo niedobrze.Ja sama się oskarżam,ale..

- To było do najwyższego stopnia mauvais genre.

- Nie uważa na genre,kto kocha.

- Przestań!Słyszałaś,żeby panienka dobrze wychowana postępowała w ten sposób?

-Nie,mamo!nie słyszałam.Sama się obawiam,ale też i tłumaczę się przed własnym sumieniem przywiązaniem,jakie czuję dla Iwaszkiewicza.Gdybym po tym,co

zaszło,jeszcze złamała słowo - to byłoby szkaradnie!

- Przecie tego nikt nie widział?

- Bóg widział.Ja za nic w świecie nie złamię danego słowa Iwaszkiewiczowi.

- Słuchajże uparta dziewczyno::ja nie będę ciebie przymuszała,byś szła za

Złotopolskiego, ale zapowiadam ci,że dopóki on nie ustąpi - za nic na świecie nie pozwolę na Iwaszkiewicza. Fania podniosła w górę załzawione oczy.

- On,jeśli ma jeszcze choć trochę honoru i uczciwości - to ustąpi. KONIEC ROZDZIAŁU

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec