Biblioteczka

Jean de La Fontaine - Bajki

Jean de La Fontaine*Władysław Noskowski

Pan i ogrodnik

Jakiś niby z waszecia objął kiedyś w spadku

Wiejską zagrodę, pole i ogród w dodatku -

Skromny sad kmiecy, lecz mu się zdawało,

Że to ogród, jakich mało.

Więc żywopłotem otoczył go wszędy,

Warzywa zasadził w grzędy,

Szczepił jabłonie i gruszki,

A dla Małgosi na wianki

Był krzak jaśminu, trochę macierzanki

I koło dróżki

Róża kwitnąca.

Wtem licho wniosło zająca.

Wkradł się pomiędzy zagony

Gość nieproszony,

Młode listki skubał z rzepy,

Zjadał sałatę, kapustę,

Z kory poogryzał szczepy

I wszelką czynił rozpustę.

Tropił ogrodnik i ścigał natręta,

Lecz gdy mu wreszcie konceptu nie stalo,

Przed jaśnie pana wytoczył rzecz całą.

"Ten rabuś - rzecze - ta bestia przeklęta

Już mi kością w gardle stoi.

Jak wąż umyka spod kija,

Wszystkie zasadzki omija

I kamienia się nie boi:

Istny diabeł, nie zając!" - "Skończą się te psoty -

Odrzekł jaśnie pan łaskawie -

Diabeł, nie diabeł, ja mu łaznię sprawię.

Niech no mój Doskocz wezmie go w obroty,

Zje licha szarak, jeśli się wywinie.

Jutro ciebie nawiedzę, zrobim polowanie

I kot, co tyle zbroił, tobie się dostanie."

Jakoż przybył nazajutrz w porannej godzinie,

Za nim sług cała zgraja, dojeżdzacze, charty.

"Trzeba coś zjeść - pan rzecze - głodnym nie na żarty,

Zając może poczekać. Wszakże masz kurczęta?

A o koniach i ludziach niech też waść pamięta.

Panienko, prosim bliżej! Jakże ci na imię?

Małgosia?... Bardzo ładnie! A kiedyż wesele?

Siądzże tu przy mnie, porzuć ceregiele!

A jak z serduszkiem? Może jeszcze drzymie?"

I bez skrupułu ściska białe dłonie,

Chwali urodę,

Głaszcze pod brodę.

Małgosi wstyd pali skronie,

Płacze, broni się i dąsa,

A ojciec głową potrząsa.

W kuchni tymczasem tartas jak we młynie -

Praży się, smaży i piecze.

Drew zbrakło - szczepy z sadu płoną na kominie.

"Śliczne, widzę, masz szynki, poczciwy człowiecze."

"Niech służą jaśnie panu." - "Dziękuję ci szczerze

I szarakiem odpłacę miły upominek;

Warte szynki zająca, a zając wart szynek.

Niech je zaraz Walenty do dworu zabierze."

Dano wreszcie śniadanie. Pan za trzech zajada,

Pije zdrowie Małgosi, ojca jegomości,

A na dziedzińcu hula służalców gromada.

Chrupią owies rumaki, charty gryzą kości.

"Na koń!" - pan krzyknął. I myśliwców rzesza

Z wrzaskiem i śmiechem do sadu pospiesza.

Hajże za kotem tędy i owędy!

Tratują krzewy i grzędy.

"Płot rozrąbać!" - pan woła - utorować drogę!

Przecież przez płot na koniu wyjechać nie mogę!"

Jękły ostre siekiery. Kot, w kapuście skryty,

Zobaczył otwór, więc nie tracąc czasu

Wziął nogi za pas i drapnął jak zmyty

Prosto do lasu.

Puszczono charty. Za chartami z tyłu

Pobiegł pan i dojeżdzacze.

Gracz szarak jak piłka skacze,

Wyprzedził czeredę całą

I zniknął gdzieś w kłębach pyłu.

Nie wiem, co się dalej stało,

Ale ogrodnik został sam wśród sadu

I łamiąc ręce,oblicza swe straty;

Przepadły grzędy warzyw i sałaty;

Dyń, ogórków ani śladu;

Złamane drzewka, żywopłot wycięty -

Słowem, straszliwe pustkowie.

Więc rzekł, boleścią przejęty:

"Ot, jak bawią panowie!

W jedną godzinę zniszczyli mnie więcej

Niżeli tysiąc zajęcy!"

Z równymi sobie jeżeli masz zwadę,

Własnym rozumem zwalczaj przeciwnika;

Bo gdy mocniejszych poprosisz o radę,

Czeka cię los ogrodnika.

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec