Biblioteczka

Jean de La Fontaine - Bajki

Jean de La Fontaine*Feliks Konopka* Do Kawalera de Bouillon

Drwal i Merkury

Gust waszmości regułą pracy stał się dla mnie.

Starałem się też jego pozyskać uznanie.

Wasze gani staranność zbytecznie napięta,

Wymuszoną ambicję pustych ornamentów.

Waść ma słuszność; wysiłek ten nie może bawić.

Autor psuje, gdy pragnie za dobrze doprawić.

Nie iżby wygnać trzeba pewne subtelności -

Waść je lubi, ja także nie mam do nich złości.

Zaś do celu, na który Ezop pilnie baczy,

Dążę, jak umiem, najmniej niezgrabnie. Gdy rzeszy

Nic zgoła, w wierszach moich, nie uczy, nie cieszy,

To już nie wina moja, a to też coś znaczy.

Gdy sobie do krzepkości

Pretensji nie śmiem rościć,

Zło staram się ukazać zawsze z śmiesznej strony,

Nie mogąc Herkulesa zwalczać za ramiony.

W tym cały tkwi mój talent; niewielki zda mi się.

Czasem ukażę w opisie

Głupią próżność z zazdrością w złączeniu. Te obie

To dwa czopy: świat na nich krąży w naszej dobie.

Takie jest nędzne to zwierzę,

Co pragnęło dorównać wołu w wzrostu mierze.

Niekiedy w dwóch obrazach przeciwstawiam: cnocie

Zło, to znów dla odmiany rozsądek głupocie.

Jagnięta ciche srogim wilkom w boru,

Muchę mrówce, powoli czyniąc z tego zbioru

Komedię wielką z aktów długim traktem,

A której sceną jest świat ten.

Ludzie, bogi, zwierzęta, każde gra swą rolę,

A Jowisz tak jak inni. Wprowadzmyż więc tego,

Który zwykł jest pięknościom wieścić jego wolę:

Nie o to jednak chodzi nam dnia dzisiejszego.

Drwal pewien zgubił swej pracy narzędzie:

Siekierę swoją. Szukając jej wszędzie,

Płakał. Żal było słuchać tego wycia,

Nie mając przecie narzędzi do zbycia,

W tym jednym widział cały swój majątek.

Uchwycić chcąc jakiejś nadziei wątek,

"Moja siekiera! Gdzie moja siekiera?! -

Woła żałośnie, łzy ręką ociera -

Jowiszu; wskaż mi, błagam, drogę do niej!

To będzie jakby nowy dar z twej dłoni."

Skarga do uszu doszła niebian grona.

Bieży Merkury: "Ona nie zgubiona -

Prawi - czy tylko rozpoznać ją zdołasz?

Gdzieś-em ją widział tutaj... O! Jest oto..."

Rzekł i siekierę pokazał mu złotą,

Lecz drwal odpowie: "Tej nie pragnę zgoła."

Z kolei drugą podał: srebro szczere.

Drwal znów odmówił. Nareszcie tę z drewna.

"O, ta - powiada - to moja! rzecz pewna!

Tak, tę ostatnią chcę dostać siekierę."

"I tamte obie - rzekł bóg - i tę z drewna.

Nagrodzić musim twej prawości cnotę."

A drwal: "Więc wszystkie biorę bez kozery."

Wieść się rozniosła błyskawicy lotem;

Dalejże drwale gubić swe siekiery,

O zwrot ich błagać i jęczeć bez przerwy.

Jowisz sam nie wie, kogo słuchać pierwej.

Aż znów krzykaczom, zstąpiwszy raz wtóry

Złotą siekierę pokazał Merkury.

Że ujść za głupców wszyscy się lękali,

Jeśli z nich każdy nie zawoła: "Ta-ć!"

Poseł Jowisza, zamiast im ją dać,

Każdego z nich obuchem po łbie zwalił.

Nie kłamać nigdy, poprzestać na swoim -

To najpewniejsze. Lecz jest i czerada

Takich, co kłamią, gdzie zysk im się kroi.

To co? Toż Jowisz nabrać im się nie da.

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec