Biblioteczka

Jean de La Fontaine - Bajki

Jean de La Fontaine*Julian Rogoziński

Dwa szczury, lis i jajo

Szukając raz żywności

Dwa szczury po społu

Znalazły jajo. Dla takich ichmości

Obiad suty - bo przecież nie zjedliby wołu.

Wesoło, z apetytem dwaj głodni panowie

Przystępują do uczty. Mieli po połowie

Zjeść ten specjał wyborny. Aż tu niespodzianie

Pan Mikita nadchodzi. Fatalne spotkanie.

Jakże zdobycz ocalić? Ratuj, dobry Boże!

Zapakowć starannie i łapki przedniemi

Objąwszy nieść do domu? Albo też po ziemi

Toczyć, albo ciągnąć może?

Niesposób i ryzyko. Ale że podszeptu

Usłuchali potrzeby, matki wynalazku,

Nie zabrakło im konceptu.

Rabuś był jeszcze od nich o ćwierć mili; z lasku

Nos wytyka dopiero. Na grzbiecie się tedy

Kładzie jeden ze szczurów, ratując się z biedy,

Do brzucha cenną zdobycz przygarnia łapkami.

Drugi ciągnie za ogon. I tak zaroślami,

Nie zważając na wyboje,

Powrócili w progi swoje.

Czyż opowieść ta sądu waszego nie zmienia,

Że zwierzęta rozumu nie mają?

Gdybym ja władał nimi, mając dar tworzenia,

Dałbym im także rozum. Przyznają

(I każdy ku temu się skłania)

Rozum przecież i dzieciom. Czyż od lat zarania

Dziecię myśleć nie zaczyna?

Można więc myśleć nie znając siebie samego.

Wychodząc zaś z przykładu analogicznego

Powiadam wam, że rodzina

Zwierząt ma rozum własny. Innego rodzaju

Nizli rozum człowieka. Lecz to nie sprężyna

Ślepa, a znacznie więcej, mimo że w zwyczaju

Swym inaczej mniemacie.

A jeśli materii kruszynę

Tak uszlachetnię, że z trudem poznacie

Ową drobinę?

A gdy z atomu zdołam dobyć treści żywe

I esencje ze świetlnego promienia.

(Nie znane mi - lotniejsze i bardziej ruchliwe

Nizli migoty płomienia

I sam ogień?) Bo kiedy drzewo płonie z trzaskiem

A żar je kruszy,

Czyż płomień, oczyszczając się, nie może blaskiem

Dać nam pojęcia o duszy?

Czy złota nie wytopisz z ołowiu wnętrzności?

Dziełu memu bym nadał dwojakie zdolności:

Umiałoby odczuwać i wydawać sądy -

Sądy niedoskonałe tylko, tu rzecz cała;

Miałaby tym sposobem małpa swe poglądy,

Wiązać jednak logicznie by ich nie umiała.

Ludziom lepsze bym wiano przeznaczył w udziale,

Wyposażając mych braci wspaniale

W dwie dusze - pierwsza u wszystkich jednaka:

Mędrca i głupca, dziecka i prostaka,

Jak również u tych, co świat zapełniają,

A ludzie zwierząt miano im dają.

Drugą duszę dzielilibyśmy z aniołami -

Do pewnych granic dzielili.

Dusza ta, moi mili,

Z niebiańskimi falangami

Jak ogień lotna i przenikliwa,

W przestrzeń by się wzbijała,

I prawda to, choć osobliwa:

Mając początek, wiecznie by trwała.

Póki młodość wczesna i szczęśliwa,

Byłaby naszym udziałem,

Ta córa Niebios nieśmiałem

Drżeniem świeciłaby w ciele,

Niczym płomyk mdły, rozchybotany.

Lecz minęłoby lat niewiele

I wzmocniły się nasze organy:

Wtedy światło rozumu na świet by wyjrzało

Przebijając materii mroki,

Która wciąż by taiła niby mur wysoki

Duszę pierwszą - grubą i niedoskonałą.

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec