Biblioteczka

Jean de La Fontaine - Bajki

Jean de La Fontaine*Władysław Noskowski* Do jego Wysokości Księcia Conti

Król, strzelec i kania

Strzelec wyszedł raz na polowanie,

Schwytał żywcem młodą kanię.

W dziejach łowiectwa wypadek to rzdki.

Chciał więc królowi ze swojej zdobyczy

Zrobić podarek; a w myśli już liczy,

Jakie w nagrodę otrzyma dostatki,

Jakie zaszczyty, godności:

Może zostanie stróżem sokolarni?

A może nadzorcą psiarni?

A może łowczym Króla Jegomości?

Pełen otuchy do pałacu spieszy

I staje wśród dworskiej rzeszy

Trzymając ptaka, jak chcą sokolnicy,

Na rękawicy.

Wtem kania, dzika i nieokrzesana,

Opuszcza dłoń swego pana,

Usiada(o smutny losie)

Na króla nosie

I ostrymi ściska szpony

Nos poświęcony,

Jak gdyby to był nos, ot, lada jaki,

Stąd prosty wniosek, że ptaki

Nie wychowane na królewskim dworze

Nie wiedzą, kiedy i kogo,

I kto za nos wodzić może.

Strzelec, zdjęty wielką trwogą,

Wabi kanię ręką, głosem,

Ale kania nie chce wcale

Rozstać się z królewskim nosem

I drapiąc go poufale

Zda się, jakby chciał stale

Siedzibę założyć sobie

Na onej tawarzy ozdobie.

Odleciała nareszcie. "Najjaśniejszy Panie -

Rzekli dworzanie -

Za taką straszliwą zbrodnię

Wskaż na śmierć strzelca i kanię."

"Bynajmniej - król odrzecze - niech idą swobodnie,

Bo ani głupiego ptaka,

Ani myśliwca prostaka

Za dobre chęci karać nie przystoi.

Zamiar nie dopiął celu, lecz nos się zagoi,

A król, co mimowolnych uraz nie przebacza

Swojej godności uwłacza."

Tak więc króla pobłażanie

Ocaliło od śmierci i strzelca, i kanię.

Czy tak bardzo zgrzeszyli? Kania nieostrożna

Nie wiedziała, że nadto zbliżać się nie można

Do wielkich panów - to było jedyną

Obojga winą.

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec