Biblioteczka

Jean de La Fontaine - Bajki

Jean de La Fontaine*Włodzimierz Lewik

Mucha i mrówka

Raz mucha przyganiała pracowitej mrówce:

"Patrzcie, co to się roi w tej szalonej główce,

Że taki owad lichy,

Przyziemny - Boże się pożal -

Ma w sobie tyle pychy

I mieni się być równy mnie, córce przestworza!

Wszak ja bywam w pałacach, królewskiego wołu

Pierwsza liznę, nim jeszcze król siądzie do stołu,

A ty, marna poczwaro, ty taka-owaka,

Trzy dni żyjesz zdziebełkiem w twych nędznych czworakach.

Powiedz - niech cię me słówko, proszę, nie obraża -

Czyś ty kiedy usiadła na nosie cesarza

Albo na głowie damy?

Otóż ja - bo my, muchy, przywileje mamy -

Często, lecąc z ukosa,

Musnę skrzydłem pierś damy, poigram we włosach,

Lub siądę na policzku. Tak, moja kochana,

Zresztą po co tu gadać! Rzecz powszechnie znana,

Że właśnie ta moja śmiałość

Podnosi, uwydatnia niewieściej płci białość,

A dama, idąc na bal,

Wie dobrze, że jej muszka ważniejsz niż szal."

Co rzekłszy jaśnie pańska, dumna burczymucha

Coś tam jeszcze bzyknęła mrówce koło ucha,

Ale wiatr złym podmuchem rozwiał musze słówka.

Na to jej mrówka:

"Że latasz po pałacach i dworach - to cóż?

Wszak muchy król przeklina, klnie dama i stróż!

A że pierwsza poliżesz wołu czy też wieprza,

Czy myślisz, że od tego pieczńeń będzie lepsza?

Włazisz wszędzie, wiem o tym. Zasługa nietęga -

To samo robi włóczęga.

Mój Boże! Cóż za dama - i jaka wyniosła!

Siadasz, mucho, na głowie cesarza czy osła,

Ale tamten niech packą, ten ogonem ruszy -

Jakże marny los muszy!

Mówisz "Musi mieć pieprzyk, kto o piękność dba!"

Ale pieprzyk jest czarny jak ty - albo ja,

A że go zowia muszką - fi! - wielka mi chwała!

Ja bym go mrówka nazwała!

Zresztą, jeżeli pani ksiąg trochę poczyta,

Dowie się, że zwą muszką także pasożyta,

A więc po co te tony! Wszak tyle już razy

Dowiedziono, że mucha gorsza od zarazy,

A lepszego lekarstwa nie ma do tej pory

Przeciw muszej zarazie nizli muchomory!

Lato szybko przeminie, bzyk, bzyk - i już zima.

Będziesz mi wtedy, panno, świeciła oczyma.

Chuchać będziesz - bzyk - w łapki i moknąć na dworze,

Gdy ja w moich czworaczkach, w mojej nędznej norze,

Zamiast ziębnąć na mrozie, mrzeć wśród zawieruchy,

Będę plon mój spożywać - i żałować muchy,

Która woli przechwałki od prawdziwej chwały.

Jużeśmy się do syta chyba nagadały,

Więc żegnam. Ja do pracy - ty z sercem wesołym

Wracaj na dworskie stoły

I gadaj sobie dalej, żem owad najlichszy,

Lecz gadaniem nikt jeszcze nie napełnił spichrzy."

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec