Biblioteczka

Jean de La Fontaine - Bajki

Jean de La Fontaine*Feliks Konopka

Niewierny depozytariusz

Z łaski córek Mnemozyny

Zwierząt losy opiewałem.

Bohaterów innych czyny

Mniej by mi przyniosły chwały.

Z własnej, w bajkach mych, pobudki

Wilk z psem gada bogów mową

I zwierzęta, na wyprzódki,

Różnych ludzi grają zdrowo;

Mądrych, głupich, daję słowo,

Wszystko to zaś w taki sposób,

Że zwycięża głupich osób

Większość, wyższą mając cenę.

Wyprowadzam też na scenę

Moc oszustów i gałganów,

Niewdzięczników i tyranów,

Nieroztropnej stado dziczy,

Moc pochlebców, moc szalonych,

Jeszcze mógłbym tu doliczyć

Kłamców całe legijony.

"Każdy człowiek łże" - rzekł mędrzec.

Gdyby tylko o motłochu

Tak mu spodobało się rzec,

Jeszcze można by po trochu

Znosić brzydkość tej przywary,

Lecz że wszyscy, młody, stary,

Ilu nas jest każdy kłamie...

Gdybym się z tym spotkał zdaniem,

Nigdy bym nie przystał na nie.

Bo pomyślcie tylko, żeby

Nawet ktoś tę czuł oskomę

I jak Ezop łgał lub Homer,

Kłamcą by prawdziwym nie był.

Snów nie jednych słodki urok,

Artystycznych owoc marzeń,

Pod pozornych kłamstw figurą,

Prawdę nam przynosi w darze.

Dał nam jeden, jak i drugi,

Twór, co ma wiek wieków długi

Trwać nie ginąć w czasów toni:

Nie łże byle kto, jak oni.

Alić kto się w kłamstwo wżarł już,

Tak jak ów depozytariusz,

Co się w własnym splątał słowie,

Ten jest zły i głupi człowiek.

Rzecz tak się miała:

Kupiec niejaki z Iranu,

W świat wyruszając w sprawach kupieckiego stanu,

U sąsiada swojego zdeponować kazał,

Ani mniej, ani więcej, jak kwintal żelaza.

"No cóż z żelazem?" - spytał, gdy wrócił z podróży.

"Żelazo wasze?... Znikło! Wiem, że was zachmurzy

Wieść ta: szczur zjadł je do cna. Cóż robić, u licha?

Wyłajałem mych ludzi. Wiadomo, na strychach

Zawsze dziury bywają." Kupiec wpierw zdradziecko

Zdumiewa się udając, że to serio bierze,

Aliści po dniach kilku uprowadza dziecko

Przewrotnego sąsiada; potem na wieczerzę

Gdy go w dom swój zaprasza, ten z płaczem: "O rety!

Błagam - rzekł - już mnie zwolnijcie!

O, nie dla mnie życia wety,

Syna-m kochał ponad życie,

Jego tylko mam - biada! - nie mam już niestety!

Synaczka mi porwano! O straszny wyroku!"

Na to kupiec odpowie: "Toż wczoraj o zmroku

Puchacz skądsiś przyleciał porwać twego synka.

Sam-em widział, jak w starych skrył się z nim budynkach."

Ojciec rzekł: "Jakże chcecie, abym dał wam wiarę,

Że puchacz mógłby taką udzwignąć ofiarę?

W potrzebie byłby syn mój zmógł puchacza siłą."

"Nie powiem wam - odrzecze tamten - jak to było,

Lecz sam na to patrzałem, więc szkoda gadania,

I nie widząc, co was skłania

Do niewiary w to wszystko, com powiedział ninie.

Czyżby dziwne wam się zdawało,

Że puchacz w takiej krainie,

Gdzie szczur jeden żelaza kwintal zjada śmiało,

Pół kwintala ważących chłopaków porywa?"

Tu widząc, dokąd fimfy sens zmierza najprościej,

Sąsiad kupcowi oddał żelaziwa,

Zaś ów kość z jego kości.

Wędrowcom dwóm podobny spór się raz przydarzył,

A jeden z nich był właśnie z rodu tych bajczarzy,

Co wszystko zawsze widzą jakby w mikroskopie:

Zwiększone. Posłuchajcie ich: "Tu w Europie

Jak w Afryce - tak mówią - jest potworów mnóstwo."

Nasz, że do hyperboli prawo sobie rościł:

"Widziałem - rzekł - kapustę wielką jak domostwo."

"A ja - rzekł drugi - garnek tak wielki jak kościół.

Powoli! - dodał widząc drwinę w jego twarzy -

Zrobiono go, by w nim kapustę twoją warzyć."

Człek od garnka dowcipny był; moc wyobrazni

Miał od żelaza człek. Zbyt wielki zaszczyt robi

Głupstwu, kto chce perswazją błąd w nim tkwiący pobić.

Prościej jest licytować - i żółci nie drażnić.

 

 

O...

Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

Troche zdjec