Biblioteczka

Stefan Zeromski

Ponad snieg

AKT DRUGI

Pokój licho umeblowany w mieście prowincjonalnym na kresach.Stół jadalny,stolik do kart, z boku sofa.Liche obrazki na ścianach.Irena leży na sofie. WINCENTY To przywidzenie tak się często powtarza,że go za sen nie mogę uważać.Widzę,jak żywą, tę małą dziewczyninę,żnącą trawę wysoką,badyle i tatarak nad rzeką.Nieraz już odwracała głowę w moją stronę.Zawsze się uśmiecha … IRENA Myślisz o tym wciąż,jesteś tamtą sprawą przejęty,więc ona ci się narzuca przed oczy w formie obrazu.To rzecz znana.Ja to samo,gdy w ciągu dnia zbyt uparcie czymś jednym jestem zajęta,mam w nocy sen o tym przedmiocie.Na przykład – o bucikach z wykrzywionymi obcasami albo o starych pończochach … WINCENTY z łagodnym wyrzutem Zlituj się,czyż można tak żartować?Czy godzi się porównywać to,co ja mam w głębi siebie … na sumieniu … z brakami,które cię teraz rzeczywiście dotykają? IRENA Oczywiście,że tych rzeczy nie można utożsamiać ani porównywać,choć tamto twoje widzenie jest w gruncie rzeczy wynikiem błahej trwogi dziennej,a moje widzenia dziurawych pończoch są odbiciem niewątpliwej rzeczywistości.W nocy,zwłaszcza przy blasku księżyca, ta rzeczywistość wisi,przewieszona na poręczy krzesełka.Ale ja nie zestawiam tych rzeczy, nie – nie!Uspokój się. WINCENTY Możemy, Irenko,nie mówić o tym,jeżeli ci jest niemiłe.Sądziłem,że mogę się z tym zwierzyć tobie,jako jedynemu i prawdziwemu przyjacielowi na świecie. IRENA Więc powiedz wszystko,jak to tam było w tym śnie,wszystko od początku do końca.Będę słuchała naprawdę cierpliwie … WINCENTY

Nie,już o tym nie rozmawiajmy.Nawet lepiej będzie wcale nie poruszać tematu.Przesta- nie mię to męczyć jako zmora nocna,skoro za dnia nie będę myślał ani mówił o tych smutnych przejściach. IRENA Wiko!Przecie to już wkrótce upłyną dwa lata od tego czasu.Tyl e wydarzeń przewinęło się,tak nadzwyczajnych.Wojna z jej okrucieństwami i torturowaniem całych ludzkich gromad – a ty wciąż tkwisz na jednym jedynym punkcie,że kiedyś tam w Łuży powódź zalała ludzi na łące.Nikt ci sprawy o to nie wytaczał,a ty ją sobie sam wciąż wytaczasz. WINCENTY Tak,tak … Masz rację najzupełniejszą.Ja istotnie jestem jakiś niedowarzony. IRENA Z wszystkich niedowarzeń i pomyleń można wyjść,wyskoczyć młodymi nogami.Ale trzeba chcieć.A tobie się nie chce.Mógłbyś przecie pomyśleć o tym,żeby poprawić nasze położenie,coś zacząć robić w tym kierunku.Zacząć!Ale tobie się nie chce.To drobiazg, mówisz,te tam wszelkie braki.Któż by tam na takie rzeczy zwracał uwagę,gdy się ma na głowie zagadnienia tak doniosłe,jak sprawiedliwość i niesprawiedliwość,cnota i nagroda, grzech i kara,uciemiężenie jednych ludzi przez drugich i tym podobne zagadnienia.Co do mnie,to ja uważam,że należałoby od tych zagadnień i zagmatwań choć czasami nieco się oddalić i troszeczkę wypocząć. WINCENTY Wypocząć?Czy jesteś tymi sprawami tak dalece przemęczona? IRENA Ja osobiście nie.Ale gdy patrzę,jak ty je taszczysz … WINCENTY Wciąż się ze mnie wyśmiewasz … IRENA No,trudno … Trzeba troszkę pośmiać się,a nawet pośpiewać wpośród tej teologicznej bryndzy.Nie ten tylko śpiewa,co w rozkoszy żyje,i ja se zaśpiewam,choć mię bieda bije … Tak to,mój paladynie. WINCENTY Bieda,bieda!Nie jest to taka znowu ostateczna bieda.Żyjemy j ak inni ludzie w tych czasach. IRENA Jak inni?Żartujesz!My żyjemy od dwu lat jak małomiejska,urzędnicza trzódka czy tam czeladka.Czy my się kiedykolwiek rozerwiemy,zabawimy,pośmiejemy?Czy my stąd wychodzimy, wyjeżdżamy?Naszą jedyną rozrywkę stanowi opowiadanie sobie nawzajem snów,bardzo rzadko przyjemnej treści. WINCENTY Wszystko się to zmieni. IRENA Et,zmieni się!Gdyby się coś zmienić miało na lepsze,tobym przecie widziała w tobie usiłowania zmierzające w tym kierunku.A tu –gdzie,kiedy,co?Wciąż to samo i to samo. Obiadek,kolacja,noc,sen miły albo niemiły – śniadanie,obiadek … WINCENTY Chciałbym … wierz mi!… IRENA Wierzę ci,mój biedny Wiko,że ty chciałbyś,abym ja się nawet i zabawiła …Ale twego pragnienia to nie dosyć,żeby się bawić. WINCENTY Bawić się … IRENA Trzeba trochę pieniędzy,żeby mieć możność oddalić się od kuchni i nie czuć jej lubego zapachu. WINCENTY Trudno,moje drogie dziecko.Teraz jeszcze nie możemy. IRENA To tylko wciąż od ciebie słyszę.Jesteś oszczędny w sposób wzorowy,jak na skromnego urzędnika w banku przystało.Od dnia ślubu naszego wciąż słyszę to iście sakramentalne zapewnienie:my nie możemy … WINCENTY Przyzwyczaiłaś się,moja najdroższa,do myśli,że jesteś dziedziczką,jaśnie panienką,panią … IRENA z przekąsem Byłam. WINCENTY Ach,ileż to w tym słówku zawarłaś złośliwości! IRENA Dajże pokój ze złośliwościami … Wiem przecie,że jesteś ubogi. WINCENTY z rozdrażnieniem Tak,jestem „ubogi ”! IRENA Tylko się znowu nie obrażaj.Przecież mówiąc to „złośliwe ” słówko,wystawiam ci świadectwo nadzwyczajnego dostojeństwa.Jesteś ubogi,niezamożny,jesteś urzędniczyną, pracowitym skribą,a gdybyś tylko chciał,mógłbyś być bardzo zamożny. WINCENTY No,pewnie,że tak.Najzłośliwsza twoja ironia nie zmieni tego stanu rzeczy,bo w istocie jest tak. IRENA Otóż widzisz.Ze mną tak nie jest i dlatego to ja jestem bardzo pozioma,zupełna burżujka. Gdyby twa rodzicielka nie była zaprzepaściła mego posagu w gotówce na jakieś tam nie procentujące się przedsiębiorstwa,które się,podobno,nie powiodły,bądź pewny,że nie byłabym tak wzniosłym duchem jak ty.Żądałabym wydania tego,co mi się należy. WINCENTY I teraz możesz żądać. IRENA Światobor,jako adwokat biegły w swym fachu,zaglądał do mych papierów – i nie radził … na razie. WINCENTY z gniewem Doprawdy?Zaglądał – i to na twoje polecenie? IRENA Tak.Dziwi cię ta śmiałość moja?Dziwi cię śmiałość,że dążę do odbioru swych pieniędzy? WINCENTY Nie,masz prawo … IRENA Otóż właśnie.Ale on to właśnie,który nam tak dobrze życzy,orzekł,że gdybym teraz domagała się wypłaty należności,niewiele dostanę,gdyż wszystko jest pomieszczone w przedsiębiorstwach,interesach,kupnach.Musiałabym tylko łożyć teraz z własnej kieszeni na adwokatów,a dostałabym kiedyś tam … po latach … Zresztą wojna wszystko przerwała.Ty – co innego.Ty masz.Ty możesz żądać,masz prawo – no,i obowiązek,przypuszczam,względem mnie … Ale nie chcesz,gdyż jesteś po rzymsku dostojny … WINCENTY Irenko!Irenko!Ty wiesz … IRENA opryskliwie Ależ wiem,wiem! WINCENTY W tonie twojego głosu … IRENA W tonie mojego głosu ciągle coś niewłaściwie brzęczy dla twego ucha. WINCENTY z wyrzutem Irenko! IRENA z gniewem Mój drogi,chodzę,jakbym należała do Armii Zbawienia … Siedzę już drugi rok w tej dziurze! I dokąd też my tutaj będziemy wegetować? WINCENTY Czyż to ja winien jestem,że tu siedzimy? IRENA Ależ nie ty!Okoliczności naszego życia winny są temu.Wojna … i tak dalej … Wiem, umiem na pamięć od początku do końca.Ale to jest tak cmentarne,tak jakoś pogrobowe,trupie … Nieraz wydaje mi się,że jestem psem przywiązanym na łańcuchu,i mam ochotę wyć wniebogłosy. Nudzę się,nudzę śmiertelnie … WINCENTY Gdyby nie to powołanie mię do wojska,rzuciłbym posadę w tym banku tutejszym.Pojechalibyśmy do Warszawy czy do P i t r a.Kończyłbym uniwerek i zaczęlibyśmy żyć inaczej. IRENA ziewa Żylibyśmy tak samo.Gdzieś,na jakimś czwartym piętrze ludnej ulicy,w gniazdku ubogim, aczkolwiek bez opału. WINCENTY Cóż mam uczynić?Wszystko ci nie dogadza. IRENA Mógłbyś „uczynić ”rzecz bardzo prostą:napisać do matki z żądaniem przysłania należnych ci pieniędzy. WINCENTY zimno Ty przecie najlepiej wiesz,że tego zrobić nie można,od chwili gdy matka mnie przeklęła. IRENA Ach,z tą operową klątwą … Wiedziałam,że z tym wyjedziesz.Matka cię ,przeklęła ”,ale nie przestała być twoją matką i właścicielką Łuży z przyległościami.Ty nie przestałeś być jej synem,czyli dziedzicem Łuży z przyległościami.Masz dwadzieścia jeden lat skończonych … WINCENTY Proszę cię,nie mówmy o tym. IRENA A więc mów,proszę cię,o czymś bardziej interesującym.Buciki mam wykoszlawione, bielizny mało,wszystko zeszłoroczne i tutejszokrajowe,poleskie.Mnie te rzeczy najbardziej interesują.Cóż chcesz?To jest przecie także temat do myślenia i do małżeńskiej rozmowy. WINCENTY jakby mówił do siebie Dziecko!Jestem winien.W istocie!To ja cię swymi uczuciami pociągnąłem w odmęt niedostatku i pospolitości.Ciebie!Lotnego,niebiańskiego,wielobarwnego motyla!Cóż jest,w istocie, prostszego,jak napisać do matki z żądaniem przysłania znacznego,stałego miesięcznego zasiłku?Ale nie mogę!Nie mogę,Irenko! IRENA na pół litośnie Rozumiem to,że nie możesz.Rozumiem,Wiko! WINCENTY Ta ręka,którą przeklęła,jest jak zdrętwiała.Palce są sztywne jak palce trupa. cicho,z głębokim bólem Nie utrzymają już nigdy pióra,które by miało nakreślić wyrazy:Kochana Mamo … IRENA Jest to rzewne,nawet wzruszające,ale i beznadziejnie bezsensowe. WINCENTY Zawsze w tobie ta sama oschłość. IRENA Gdybyś choć już nareszcie był powołany do tego wojska,mielibyśmy większą i stałą pensję! WINCENTY Ty to mówisz?Jesteś chyba jedyną żoną na globie,która podczas srogiej wojny marzy o tym,żeby jej mąż wzięty był co prędzej do wojska. IRENA niecierpliwie A ty znowu jesteś bodaj jedynym człowiekiem na globie,który tak dalece nie ma w sobie realizmu,życia,naturalności,prawdy … Pukanie do drzwi. Ktoś puka do drzwi … WINCENTY Proszę. Wchodzi Fryderyk Światobor,lat trzydziestu paru,przystojny,elegancki,wytwornie i modnie ubrany. A,to ty. Światobor zdejmuje szybko płaszcz i składa kapelusz na krzesełku w pobliżu drzwi. Wiesza płaszcz.Całuje Irenę w rękę i wita się z Wincentym. ŚWIATOBOR Przepraszam,że przychodzę tak wcześnie.Obawiałem się,że mogę panią obudzić. IRENA O,gdzież tam!My już dawno opowiadamy sobie z Wikiem,co nam się dziś w nocy śniło. ŚWIATOBOR Miła rozrywka,mój Boże!Moich snów nikt nigdy wysłuchać nie zechce. IRENA Jeżeli wszystkie sny męskie są takie zajmujące … ŚWIATOBOR Trzeba by porównać … do Wincentego Czy wiesz,Wiko,że nie przynoszę ci dobrych wieści? WINCENTY Cóż nowego?Mówże! ŚWIATOBOR Powołali was. WINCENTY Doprawdy? ŚWIATOBOR Rozlepione jest na murach miasta ogłoszenie gubernatora. WINCENTY do Ireny Twoje pragnienie,Iruś,spełniło się. Irena obejmuje go i całuje w policzek. Jakże ty tutaj zostaniesz sama!Co poczniesz sama jedna! ŚWIATOBOR ironicznie Gdzie ty Cajus,tam i ja Caja … IRENA Nie obawiaj się o mnie,mój drogi Wiko,jakoś się to ułoży.Niech no tylko spłynie do mej pustej torebki choć odrobina pieniędzy,trocha grosiwa,zobaczysz,jak potrafię dać sobie radę i o tobie dobrze pamiętać. WINCENTY Dziękuję ci.Pocieszyłaś mię. do Fryderyka Czy w tym rozporządzeniu wymieniono,kiedy mianowicie trzeba się stawić? ŚWIATOBOR Jakże!Zaraz. WINCENTY Zaraz?! ŚWIATOBOR Tak,zaraz.Zresztą,pójdź i sam przeczytaj to ogłoszenie.Ja zrozumiałem je w ten sposób, że macie się stawić niezwłocznie.Ale może się mylę. WINCENTY w podnieceniu Pójdę rzeczywiście i zobaczę na własne oczy. Chwyta po drodze paltot z wieszaka,kapelusz,laskę i,nie żegnając się z obecnymi,wychodzi. ŚWIATOBOR Słyszała pani? IRENA Słyszałam,panie. ŚWIATOBOR z uniesieniem Sam los! IRENA Proszę milczeć.Zakazuję panu … mówić do mnie w ten sposób! ŚWIATOBOR Milczę. IRENA Biedny Wiko! ŚWIATOBOR O tak!Ale skończy się ta nieznośna pani sytuacja,położenie żony urzędnika bankowego w prowincjonalnym mieście.Pani musi być w stolicy,musi pani uciec do wielkiego miasta.Takie życie,jak tutaj,to może dla każdej innej,dla tysiąca innych kobiet,lecz nie dla pani.Czyż to życie dla pani? IRENA z głębokim przeświadczeniem Och,nie! ŚWIATOBOR Dla pani jest świat,jak długi i szeroki.Stoi otworem!Góry i morza,lądy i wielkie metropolie, teatr,opera … IRENA z drwinami Kinematograf … ŚWIATOBOR Żartuje sobie pani ze swej własnej doli.A tymczasem – każdy dzień,każdy moment stracony w tej prowincjonalnej Abderze – to już jest strata niepowetowana. IRENA Z serca mi pan wyrywa te prawdy,ale przytaczaniem ich powiększa pan tylko poczucie mojej niedoli. ŚWIATOBOR Nie!Chcę panią ratować. IRENA Wiem o tym,że pan zajmuje się czynnie altruizmem. ŚWIATOBOR Wszelki żart na bok … Cóż pani ma zamiar przedsięwziąć,gdy Wincenty pójdzie do wojska? IRENA Będę się starała być gdzieś w pobliżu. ŚWIATOBOR W pobliżu frontu bojowego?Nie zdaje sobie pani sprawy z tego,czym jest wojna. IRENA No,to trzeba będzie w rzeczy samej przenieść się do jakiegoś miasta.Tam będę kądziel przędła czekając na powrót męża. ŚWIATOBOR Kądziel … Nie może pani zabronić mi,żebym był gdzieś w pobliżu i roztoczył opiekę … IRENA Prosiłam pana,żeby o tym nie wspominać. ŚWIATOBOR Czyż o tym nawet nie wolno mi wspominać wobec pani,że pragnę mieszkać w tym samym mieście? IRENA Nie życzę sobie.Żadnych zwierzeń,wynurzeń i tym podobnych!… ŚWIATOBOR To właśnie pani swymi zakazami wydobywa na światło prawdę,którą ja chciałbym zachować w tajemnicy. IRENA Nie,nie!wcale nie! ŚWIATOBOR z głębokim wzruszeniem To wcale nie pomoże.Nic nie pomoże.Co się w mym sercu stało,już się nigdy nie odstanie. IRENA Śliczny przyjaciel Wika!Przecie pan jest tutaj adwokatem,przy tym sądzie okręgowym,a nie tam gdzieś,gdzie ja zamieszkam.Gdyby pan stąd wyskoczył ni z tego,ni z owego,niech pan tylko pomyśli! ŚWIATOBOR Już ja wszystko od góry do dołu przemyślałem.Od tego jestem prawnikiem i tym adwokatem, jak pani mówi.Więc to znaczy być złym przyjacielem Rudomskiego,gdy się chce wiedzieć, gdzie jego żona zamieszka,skoro jego biorą do wojska,gdy się chce roztoczyć opiekę … IRENA Do czego to podobne!Ta jakaś tajemna zmowa,gdy on tam czyta ów plakat …Zresztą – czy ja wiem,gdzie będę? ŚWIATOBOR Naradzimy się. IRENA Ach,dobrze już,dobrze!Tylko nie teraz,potem. ŚWIATOBOR Kiedyż,pani Irenko?Toż Wiko dziś musi stanąć w koszarach,a jutro może wyruszy na miejsce przeznaczenia. IRENA Ale i pan tak dziś,jutro nie może przerwać i porzucić swoich tutejszych spraw i interesów … ŚWIATOBOR Te rzeczy nie mogą pani krępować ani zajmować myśli.Niech tylko usłyszę jedno słóweczko od pani. IRENA Jakież to znowu słóweczko? ŚWIATOBOR Dokąd pani jechać zamierza … IRENA z wahaniem się A dokądby mi pan radził … pojechać?… ŚWIATOBOR Tylko do Petersburga!Tylko! IRENA Dlaczego tam?Ja nie znam tego miasta. ŚWIATOBOR Jak najdalej od wojny,od linii bojowych.Tam będzie pani miała najzupełniejsze bezpieczeństwo, opiekę,spokój.Nadto – miasto przyjemne,wielkie,stolica. IRENA Pomyślę nad tym. ŚWIATOBOR Radziłbym powziąć nieodmienną decyzję.To właśnie wybrać.Jedyna rada. Wchodzi Wincenty prowadząc ze sobą Joachima. WINCENTY radośnie Patrzcie,co za zdarzenie!Gdym wychodził stąd na ulicę,ledwiem minął bramę,zobaczyłem Joachima.Przyjechał na jednej z podwód trenu,który tędy,przez nasze miasto,przeciąga. Doprawdy,jest w tym coś nadzwyczajnego.Tak dawno cię nie widziałem,mój stary,i oto przypadek ślepy zdarzył … Irena słucha tych słów Wincentego z ironicznym uśmiechem,niechętnie odpowiada na ukłon Joachima i daje mu rękę do pocałowania. IRENA do Wincentego Więc,mówisz,ślepy traf zrządził,że on stał tuż na prost naszego domu? ŚWIATOBOR szeptem do Ireny Cóż to za jeden? IRENA szeptem do Światobora To tam pewien taki mądrala … młynarz z Łuży … zaufaniec Mamy Rudomskiej. WINCENTY Jochym!I ciebież to na stare lata wojna na podwodę wpędziła … Ot,masz i ty wojnę! JOACHIM Ta mnie,jaśnie paniczu,nie tyle po p r y k a z u,co pani dziedziczka.Rozkaz,po prawdzie, przyszedł na Łużę podwody dostawiać.Jaśnie pani dziedziczka pojechała do miasta i póty chodziła,póty chodziła,aż dociekła,w którą okolicę podwody pójdą.To po powrocie pani dziedziczka mówi w ty słowy:Jochym,pojedziesz … A potem naucza – tak a tak.No, cóż ja,słuchać nauczony:dobrze,pani dziedziczko,jadę … IRENA Czemuż to was jaśnie pani dziedziczka wybrała z dworskimi podwodami się tłuc? JOACHIM Nie mojego rozumu to dzieło taką rzecz wiedzieć. IRENA A mnie się zdaje,że to właśnie waszego rozumu ma być dzieło … WINCENTY machnął ręką,dając znać Irenie,żeby zamilkła Dawno już tak jedziecie obozem? JOACHIM Drugi tydzień my w drodze. WINCENTY Wprost z Łuży jedziesz? JOACHIM Akuratnie z Łuży. WINCENTY Cóż tam u nas? JOACHIM Ta wszystko u nas po staremu z bożą pomocą.Pani dziedziczka rządzi w s i e m,jak rządziła. WINCENTY A urodzaje jakieście w tym roku mieli? JOACHIM Urodzaje – nie można powiedzieć.Tylko – wojna.Ludzi pobrali.Co tylko chłop silniejszy – we wojsku. WINCENTY Powiedzże mi,Jochym,cóż wojna w Łuży zrobiła? JOACHIM Cóż ja powiem,jaśnie paniczu?Ja – młynarz?Moje widzenie niedalekie,proste. WINCENTY Proste,ale dokładne.Cóżeś zobaczył?Ja cię przecie znam,wiem,że widzisz,co należy. JOACHIM z uśmiechem Widzę,jaśnie paniczu,jako się moje koło podsięwodne i paleczne obraca,jako się moje pytle trzęsą,jak żarnowe kamienie pracują.Dla młynarza mąka – najpierwsza rzecz. WINCENTY Ot,widzisz!Mąka! JOACHIM Wojna – dzieło strasznie mocne.A moja mąka jeszcze mocniejsza. z uśmiechem Przed moją mąką sama wojna się kłania. ŚWIATOBOR Głęboki aforyzm,chociaż cokolwieczek za razowy.Ale prawdę zawiera … WINCENTY zmieniając ton Powiedz mi,Joachim … Powiedz mi … A tamta dziewczyna,co się to utopiła podczas wielkiej powodzi – na naszym leży cmentarzu?Prawda? JOACHIM Na naszym … jakże! WINCENTY Byłeś może na jej pogrzebie? JOACHIM Byłem,jako i wszyscy ze wsi. WINCENTY Jak ona się to nazywała?Zapomniałem … JOACHIM Sońka ją zwali.Obarówna po ojcu. WINCENTY Tatarak wtedy,biedactwo,żęła nad rzeką?Prawda? JOACHIM Tak ci jest,jaśnie paniczu.Trawę i tatarak żęła.Woda wtedy wielka chłynęła,zalała – jako i pana Olelkowicza.Woda wtedy poszła nie byle jaka.Tęgiego mężczyznę pogarnęła gdzie niewiedz – cóż takie tam dziecko.Gąsiątko! WINCENTY Tak,bracie. stoi nieruchomy w głębi pokoju.Po chwili: A czy wiesz,Jochym,że i mnie,ot,dziś właśnie powołali do wojska. JOACHIM Powołali!Ot,zmartwi się pani dziedziczka. WINCENTY Czemu?Wszyscy idą.I ja za innymi.Wojna nikogo nie oszczędza.Zmartwi się,mówisz,pani dziedziczka? JOACHIM Wiadomo! WINCENTY Chciałbym rozpytać się ciebie o tysiąc rzeczy,a wszystkie mi się pytania poplątały. IRENA Bo powinien byś z tym gońcem ze wsi rodzinnej rozmówić się bez świadków,na osobności. Tylko na osobności moglibyście powierzyć sobie prawdziwe wynurzenia,dać i oddać istotną treść posłań. WINCENTY Coś takiego mówisz … IRENA do Wincentego poufnie Mógłbyś przez tego chłopa napisać list … WINCENTY Jaki list? IRENA Do matki.Skorzystaj ze sposobności.Już druga taka nieprędko się nastręczy. WINCENTY budząc się z zamyślenia Ach,zostaw mnie! IRENA To przynajmniej pokaż dokładnie temu gońcowi,jak dostatnio dziedzic Łuży mieszka w tym swoim domowym zaciszu. WINCENTY Wiesz co,Irenko,lepiej byś poczęstowała Joachima czymkolwiek … Czymś z naszego obiadu … Człowiek zdrożony.On nie pogardzi … IRENA Ba!Ale czym?Nie przypominasz sobie,czym mianowicie poczęstować twego gościa? WINCENTY No,choćby kawy,herbaty szklankę … IRENA do Światobora,niecierpliwie Służąca jeszcze nie wróciła.Ja mam teraz kawę gotować dla jego ekscelencji młynarza z Łuży. ŚWIATOBOR Ja zagotuję herbatę. IRENA ze śmiechem Pan będzie gotował? ŚWIATOBOR Oczywiście.Toć to starokawalerskie rzemiosło. IRENA Nie,nie pozwalam,żeby pan gospodarował samopas po mojej kuchni. zmierza we drzwi na prawo ŚWIATOBOR Doprawdy,zrobię to doskonale i prędko. IRENA Ależ pan nie wie,gdzie co jest,jak się robi … ŚWIATOBOR Pani mi tylko pokaże,a ja doskonale wykonam,co tylko należy do obowiązków wzorowego kucharza. Irena wychodzi przez drzwi na prawo.Za nią Światobor. WINCENTY z pośpiechem Mówże mi,Joachim,o wszystkim.Nie chciałem się rozpytywać szczegółowo przy tym obcym człowieku. JOACHIM Nic nadto ciekawego nie mam do powiedzenia. WINCENTY Moja matka zdrowa? JOACHIM Tak tam,jak to pani dziedziczka zawżdy.Pracuje,biega,gniewa się,a gniewa się bardzo często i bardzo srogo. WINCENTY Gniewa się bardzo i o byle co,według swego narowu. JOACHIM Teraz jakoś ci bardziej niż przedtem.A i sroga bywa.O,sroga bywa … WINCENTY Szczególnego nic nie zaszło u was od mego wyjazdu? JOACHIM Ta,co u nas może być szczególnego,jaśnie paniczu?Jedno chyba … Kaplicę my stawili nad mogiłą pana Olelkowicza. WINCENTY z pokorą Kaplicę?Na cmentarzu? JOACHIM Tak i jest. WINCENTY Któż to zaczął? JOACHIM Ta,pani dziedziczka. WINCENTY Z jej to woli,z jej rozkazu? JOACHIM cicho Majstrów sprowadziła skądsi,z obcego kraju.Czarnych jakichś;po obcemu gadają.Morzem, ludzie mówią,do nas przyjechali.Kamieni nawieźli czarnych i białych,g ł y b y tyle jak mój największy żarnowy kamień. po chwili Pani dziedziczka sama u tych majstrów dzień dnia pracowała. WINCENTY z pietyzmem Sama pracowała? JOACHIM Sama.Czarną robotę przy nich robiła.Wapno,piasek i cegłę nosiła na wysokie rusztowanie pospołu z czarną czeladzią.Dźwigała co najcięższe kamienie własną swą ręką od świtu do wieczora – aże omdlewała pod ciężarem.Ludzie się jedni dziwowali,a drudzy drwili po cichu,patrząc się na one trudy.Każdy zaś swoje wypominał,jako to ludzie.A tak ciężko pracujący,pod ciężarem onych kamieni,pani dziedziczka czegości gorzko płakała. WINCENTY w zadumie Gorzko płakała … JOACHIM Co zaś do onej topielicy,dziewczyniny,Sońki tej,Obarówny,to pani dziedziczka odpisała na rodzinę tej samej Sońki cały dół pola i łąkę aż do międzyrzeckiego klina. WINCENTY z radością Doprawdy?! JOACHIM No,jakże,prawdę mówię … w zamyśleniu Choć to onej Sońki nie wskrzesi z martwych nic,choćbyś i wszystkie łzy wypłakał,jakie ta w człowieku są,aleć tym Obarom przecie lżej. WINCENTY Ty to doskonale rozumiesz,Joachim.Z tobą ja się zawsze mogę dogadać,jak z nikim na świecie.Umiesz trafić do mego serca.Pamiętasz,stary,jakeśmy to,jeszcze za moich chłopczyńskich lat,więcierze zastawiali na liny?… JOACHIM No,toć jeszcze pamięć mam w sobie. WINCENTY Albo tego wielkiego szczupaka,com ci go podchwycił,przeniósłszy wielką wędę z małego stawku za upustem do dużej wody? JOACHIM Ba!Ba!Niemała to była ryba,ledwiem ją ze ziemi na plecy za s krzela dźwignął.Ogon mu się trzepał po ziemi,a paszcza była nad moim ciemieniem. po chwili Et,jaśnie paniczu … ja bym się oto spytał o jedno,taj nie śmiem prostym moim językiem. Wysłowienia ja nie mam pańskiego,po chłopsku myśl swoją wydaję. WINCENTY Prostym właśnie pytaj się językiem i ja ci po prostu odpowiem.Tak samo teraz,jakeśmy to ze sobą d a w n y m d a w n o gadali.Tyś mię się wtedy pytał o niejedno,o najtajniejsze,a ja ci zawsze odpowiadałem,jak przyjaciel przyjacielowi,jak brat bratu. JOACHIM Ono to było dawno …To jest prawda. WINCENTY Było? JOACHIM wykrętnie Czasu dawnego nie nawrócisz.Wody,co spłynęła z pogródek na korce koła,nie nabierzesz na nie z powrotem.Nie ma tej wody i nie ma tego czasu. WINCENTY No,to pytaj,jak chcesz. JOACHIM Chciał ja was zapytać,paniczu – ot – jakie teraz wasze życie?W szczęściu,we zdrowiu,w pomyślności? WINCENTY szeptem W szczęściu,bracie!To,czegom pragnął,posiadam.Panienka Irka,coś ją od tylego dzieciątka we dworze widział,to moja żona.Ja poza nią nigdy,przenigdy świata nie widział,życia innego nie mogłem i nie chciałbym mieć,tylko z nią.Bez niej dla mnie była śmierć. JOACHIM ze śmiechem Nie wam,paniczu,śmierć,jeno innym ludziom.Wam szczęście z nią,z panienką Irką,a innym za to śmierć.Śmierć okrutna,najokrutniejsza,jaka jest – wodą się zalać.Straszna to rzecz wodę chłeptać,siły utracić,w wodzie tonąć. WINCENTY I toś prawdę powiedział:innym śmierć,a mnie szczęście. JOACHIM Ludzie sobie zapamiętali,że wam wielkie szczęście,a innym straszna śmierć. WINCENTY wyniośle Niech pamiętają! JOACHIM chytrze I ja takoż rozumiem:co szczęśliwemu ludzki sąd?Ja pan,ja mego życia kowal i władacz, ja cieśla mojego dnia i nocy,a inni ludzie – mnie co?Trawa na łące,którą kosa moja kosi, tatarak ten,co go ona Sońka sierpem żęła przed falą. WINCENTY Umiesz i ty,przyjacielu,ostrym sierpem onej Sońki po moim sercu przejechać.Bóg zapłać, Jochym … JOACHIM Taj za cóż?Ja człowiek prosty.Chłop z Łuży,jako i inny tameczny człowiek. Pauza. Trzeba mnie już,jaśnie paniczu,do koni.W dalszą my drogę ciągniem obóz. WINCENTY Czekaj no,czekaj!nie puszczę cię bez posiłku.Nie było jeszcze tęgo przykładu,żeby od Rudomskiego z domu bez posiłku wychodzić.Siadaj no tutaj!Tutaj,wygodnie … JOACHIM Nie,paniczu,już na mnie pora. WINCENTY Siadaj!Cóż to,już nie słuchasz swojego pana? JOACHIM Czemu nie słuchać?Słucham.Ale posiłek brać pod dachem pańskim alboli nie,to już moja chłopska wola albo odraza. WINCENTY Odraza? JOACHIM Dużo,jaśnie paniczu,od godziny onej powodzi wody między nami przepłynęło. WINCENTY

Tak-że mów!Teraz dopiero cię rozumiem. JOACHIM Ostajcież z Bogiem … WINCENTY wyniośle Boże cię prowadź. Joachim idzie ku drzwiom. Pozdrów matkę ode mnie,gdy do Łuży powrócisz. JOACHIM Powiem jej,jaśnie paniczu,o waszym szczęściu ważne słowo. Wychodzi.Wincenty sam,siedzi w rogu sofy aż do powrotu Ireny. IRENA wchodząc Zaraz będzie herbata.A gdzież twój dostojny gość? WINCENTY Już poszedł. IRENA Macie!Ja się biedzę nad zgotowaniem dla chłopa herbaty,a on nie raczy poczekać i najspokojniej bez pożegnania wychodzi. woła przez drzwi Panie Fryderyku!Panie Fryderyku! Światobor wchodzi. Już nie trzeba pańskiej herbaty.Nadaremnie pan przy prymusie poparzył sobie palce. Niech pan teraz sam wypije,co pan nawarzył … ŚWIATOBOR dwuznacznie Jak to?Już? IRENA Gość z Łuży poszedł sobie. ŚWIATOBOR Ten przyjaciel i mentor Wika?Poszedł? WINCENTY ze śmiechem nieszczerym Nie chciał przyjąć w moim domu posiłku i poszedł. ŚWIATOBOR Takiż to hardy młynarz? WINCENTY To nie hardość przez niego przemawiała … ŚWIATOBOR A cóż? WINCENTY z uśmiechem ironii Wzgląd religijnej natury. ŚWIATOBOR Post?Przecie nasza z panią Ireną herbata nie byłaby z sadłem ani na sadle.Trochę by ją było czuć naftą,ale ziemne woski i tłuszcze nie są,pono,tak znowu grzeszne,jak tłuszcze zwierzaków. WINCENTY Joachim nie chciał przyjąć posiłku pod dachem człowieka … szczęśliwego … ŚWIATOBOR Przezorny kmiotek,aczkolwiek nie słyszał zapewne o Polikratesie.Bał się zachłysnąć łykiem herbaty albo udławić kawałkiem cukru. IRENA To nie tak jak my,którzy się nie boimy obcowania z tobą,Wiko … WINCENTY Któż to wie,czy i wy nie zaczniecie wkrótce obawiać się złych skutków mojego szczęścia i niepokoić się o swoją skórę i o swe własne,osobiste szczęście. ŚWIATOBOR przeciągle My? WINCENTY Ty i Irena. ŚWIATOBOR Ja i pani Irena?Nie,jakoś jeszcze krzepi nas odwaga.Wszystko się dobrze ułoży.Nie mamy,mój Wiko drogi,przesądów tego obywatela z Łuży. IRENA Ach,Wiko,ty w istocie jesteś jakiś … przeklęty … WINCENTY sennie Tak jest,Irenko. IRENA Oto teraz idziesz do wojska.Czy nie mogłeś przez tego Joachima napisać do matki? WINCENTY gwałtownie Już ci to tłumaczyłem,że nie mogę.Właśnie on,Joachim,opowiadał mi,że moja matka postawiła pomnik na grobie Olelkowicza. z radością Przy stawianiu tego nagrobka nosiła ciężkie kamienie,wielkie bryły marmuru i granitu.Ja wiem,co to znaczy.Moja matka już zaczęła spychać,strącać ze swej duszy ciężar nie do zniesienia.Nasz ciężar.Gdy niosła najcięższą bryłę,nieudźwigniony blok,lżej jej było na sercu.Ja wiem.Chce znaleźć odkupienie.Za wszelką cenę szuka ulgi.Znajduje ją w pokucie za mój grzech. ponuro A ja? ŚWIATOBOR Pokuta … WINCENTY Co mówisz? ŚWIATOBOR Mówię,że pokuta jest to nasz poczciwy,ludzki wybieg … WINCENTY Co ty wiesz?! ŚWIATOBOR To tak jest,drogi Wiko.Mówię o rzeczy obiektywnie danej,o przedmiocie,o zjawisku. Pokuta – to środek wyjścia z potrzaska przez taką szczelinę,której by się nikt nie domyślił – gdy drzwi do wyjścia stoją otworem. WINCENTY przerywając Ireno – czy życzysz sobie,żebym odszukał Joachima i zażądał przezeń – ale ustnie,ustnie! – od mojej matki,aby mi,to jest tobie,przysłała pieniędzy?Należną mi sumę … Czy chcesz tego,Irenko?Bo i ja coś muszę zacząć … Ty wiesz,Irenko,że ja dla ciebie wszystko,wszystko … IRENA Mój drogi,jeżeliby cię to miało narazić na tak wielkie cierpienie,na niebywałe troski i zgryzoty,a ty to chcesz podjąć jako pokutę – dla mnie,zawsze dla mnie … To daj pokój. Jakoś i nadal,gdy ty pójdziesz do wojska,będę brnęła przez moją biedę,przez błotko ubóstwa … z komicznym wyrazem powagi Niechże i ja do kompletu pokutuję … WINCENTY Nie!Ty jesteś wolna.Ty,dzieciąteczko moje,ty jedna!… Chwyta kapelusz i wybiega z mieszkania. IRENA Poszedł?Naprawdę poszedł szukać tego człowieka? ŚWIATOBOR Biedna pani!Na co panią naraża takie położenie! IRENA Gdybyż to człowiek był w stanie przewidzieć wszystko! ŚWIATOBOR Oto okrzyk kobiety!Nie poznaję pani.Pani!Istoty tak silnej,zdecydowanej.Przed czymże się pani wzdryga? IRENA Pan nie wie,co on dla mnie zrobił.Pan nic nie wie,co w nim jest,co się może zawrzeć w jego sercu. ŚWIATOBOR Tak,już wyrosłem z uniesień studenta,z entuzjamów i upadków młodocianych. IRENA On dla mnie zrobił wszystko,wszystko bez wyjątku.A ja … ŚWIATOBOR Usta pani są bez ceny.Kto ma prawo tych ust dotknąć ustami,ten musi za tę rozkosz płacić życiem i śmiercią. IRENA Ciekawam,czy tę zasadę zastosowałby pan do siebie? ŚWIATOBOR Proszę mię wystawić na próbę. IRENA Wiem,co bym osiągnęła.Nie!Pan woli zwycięstwo łatwe.Pocałunek,nie zdobyty za cenę życia i śmierci,lecz skradziony chyłkiem,pokątny,łatwy,jak tamten … w kuchni. ŚWIATOBOR z uniesieniem Przysięgam pani! IRENA siada na sofie „Przysięgam pani ”… Przysięgam – to mowa właśnie słabych i chytrych,tych właśnie,co się obawiają,że ich naturalnemu językowi nikt nie uwierzy.Wiko mi nigdy nic nie przysięgał.On,o którym pan pogardliwie mówi,że to student i młokos,dla mnie wziął na swe ramiona straszny uczynek.Ja go tak za to kochałam … płacze ŚWIATOBOR Pani Ireno! IRENA Wiem,znakomite okresy,potoki słów zupełnie słusznych,szeregi zdań prawnie,konsekwentnie pomyślanych,zawierających prawdę,istotę rzeczy.Pan jest tak wymowny i tak przecie mądry. ŚWIATOBOR A więc zamilknę i niech rzeczywistość mówi za mnie. IRENA Teraz on pójdzie na wojnę.Będzie się terał,poniewierał,szedł przez jakieś straszne przygody i niepojęte wypadki. ŚWIATOBOR A może właśnie wygodnie zasiądzie w jakiejś kancelarii,za zielonym stołem,w wygodnym fotelu i będzie gromadził pieniądze … zawsze dla pani. IRENA W tym zdaniu maluje się cała pańska nieznajomość charakteru Wika.W tym,że ja tego słucham spokojnie,maluje się nicość moja. ŚWIATOBOR Doprawdy?A czy przed chwilą ten uwielbiany mąż nie nagiął swego stalowego charakteru do pierwszego z brzegu żądania pani?I to w jakiej sprawie?Czy nie pobiegł za tym chłopem, żeby mu powiedzieć o żądaniu pieniędzy?Od matki!Jakież to bezmyślne i okrutne upokorzenie wobec osoby,która was oboje tak skrzywdziła! IRENA To prawda. ŚWIATOBOR Pani żałuje Wika.Rozumiem to.Ja również mam dla niego wiele współczucia. IRENA ironicznie Pan … współczucia dla Wika … ŚWIATOBOR Ale czterykroć,tysiąckroć więcej mam uczuć dla pani.Pani musi raz wyjść,wydostać się z tego cmentarza!Trzeba się mocą wyrwać!Ja pani nie dam na zatracenie!On przenigdy nie potrafi dać sobie rady.To człowiek uczucia,sentymentu,nastrojów.Zawsze będzie pod władzą matki i panią będzie ciągnął za sobą pod władzę.Niech się pani strzeże i broni! IRENA Nie!Mnie tam już z powrotem nie wciągnie.To już tempi passati! ŚWIATOBOR kiwając głową z politowaniem Doprawdy? IRENA Z wszelką pewnością! ŚWIATOBOR Dopóki pani jest razem z nim,zawsze pani to zagraża.Czyż pani tego nie widzi,że on tęskni,wyrywa się do tej swojej Łuży?Tam jest całe życie i cała jego podstawa bytu.Dusza jego,wskutek uczynków popełnionych w uniesieniu,niemal w szaleństwie,przykuta jest do tego miejsca.Myśl wciąż a wciąż rozważa te wypadki.On je po stokroć i po tysiąckroć przeżywa.Będzie je tak przeżywał zawsze,trawił w sobie,odpierał i zwalczał ich natarczywość. Ażeby je zwalczać w wyobraźni swej,będzie stawiał pomniki jak matka,będzie pokutował. Czy nie słyszała pani,że już swej matce zazdrościł owej pokuty?Wołał przecie dopiero co: matka już pokutuje – a ja?Czy tak nie wołał? IRENA zbita z tropu Wołał,wołał … Więc cóż z tego? ŚWIATOBOR szeptem podjudzającym Tak będzie wciąż,przez całe życie.Będzie to w nim wzrastało z latami,jak nieuleczalny przymiot,jak ohydna skaza duszy.Nic na świecie nie zdoła zatrzeć w nim tamtych zdarzeń. Jest to galernictwo mistyki,jakiś ponury i złowrogi marazm uczuć.Pani się zadusi w tej kostnicy. IRENA Gdyby tak miało być,będzie to w istocie kostnica. ŚWIATOBOR Nie może pani wrócić do Łuży ani przebywać w jakiejś prowincjonalnej mieścinie.Do wielkiego miasta!Ogromu wrażeń,mnóstwa rozrywek,obrazów,szerokiego życia,żeby się odgrodzić od smutków tej poleskiej jednostajni! siada obok Ireny Na szeroki przestwór!Do światła i nowych ludzi! Irena usuwa się. Jeżeli mi pani każe się oddalić,będę z daleka.Ale niech mam widok tego szczęścia,że pani zazna wesela.Niech pani nie zatraca swego młodego życia! IRENA śród zadumy Żal mi Wika … ŚWIATOBOR Czyż mnie jego nie żal?Ja go tak lubię!To miły i dobry chłopczyna.Ale oddać mu we władanie życie pani po tym,co porobił!Być pokutnicą razem z nim za grzechy nie popełnione! IRENA w zwątpieniu On to dla mnie popełnił … ŚWIATOBOR Dla pani?Zaprzeczam!On to zrobił dla siebie,dla swej rozkoszy,w pasji.Gdyby ów Olelkowicz przybył wówczas do Łuży,ślub odbyłby się był następnego dnia,a on sam musiałby był poślubić d o n n ę,wskazaną mu na małżonkę przez matkę.Cóż tu pani winna? IRENA No,pewnie. ŚWIATOBOR Więc widzi pani! IRENA Jakże on teraz sam,beze mnie … ŚWIATOBOR To mu tylko na dobre wyjść może,gdy będzie sam.Musi zmężnieć,stwardnieć wśród trudów wojennych,stać się człowiekiem.Skoro z tego wszystkiego wyjdzie pełen hartu,wówczas dopiero będzie godnym pani. IRENA Och,jak to pan umie dobrze przedstawiać i z tej,i z tej strony … ŚWIATOBOR Cóż innego może pani przedsięwziąć?Przecie Wiko czy tak,czy owak musi iść do wojska. Czy nie? IRENA Oczywiście,że musi iść … ŚWIATOBOR Pani tu sama jedna musi zostać.Czy nie? IRENA Ach,z tymi pytaniami! ŚWIATOBOR Chcę pani przedstawić niewątpliwy,naoczny stan rzeczy.Tu pędzić żywot,w tej mieścinie prowincjonalnej,czy wyjechać do dużego miasta?Nieuniknione jest to drugie. IRENA Jużeśmy o tym mówili.Wciąż pan powtarza. ŚWIATOBOR Wciąż powtarzam i powtarzać będę do końca mojego życia.Będę pani sługą,obrońcą,doradcą, opiekunem,czym mi pani być każe czy pozwoli.Tylko – choć cień łaskawości,cień nadziei … ujmuje jej rękę IRENA smutnie Jeżeli powiem jedno słowo,że dobrze,to już to będzie krzywdą biednego Wika.A muszę się zgodzić,bo cóż bez pana teraz pocznę?Nie dałabym sobie rady. ŚWIATOBOR Z krzywdą Wika … On ma wieczne prawo całować te usta,przyciskać do serca … osuwa się na kolana A ja … Wieczna moja tęsknota … Szaleństwo …Ireno! głowa jego upada na kolana Ireny IRENA Panie Fryderyku!Panie! ŚWIATOBOR Nic,nic …Zaraz sobie pójdę!Tylko to jedno!To jedno,jedyne.Ta chwila niech będzie moja.Ireno!Za wszystkie męczarnie!… Chwyta Jej ręce i okrywa pocałunkami.Wincenty otwiera drzwi i spostrzega pocałunki Światobora. WINCENTY Irena! IRENA Ach!Wiko … WINCENTY z krzykiem Ireno!Ireno!Ireno! KONIEC ROZDZIAŁU

diamenty

Strony

  • Ponadsnieg1.htm
  • Ponadsnieg2.htm
  • Ponadsnieg3.htm
  • rewelacyjnie srebrne

    wesole koraliki we wlosach

    O...

    Witam w bibliotece i zycze przyjemnego czytania.

    Troche zdjec